dla gontmistrza z Orawy

Ballada o dachu i o dzielnym Stachu '26

Niegdyś w gęstych ciemnych lasach,
pośród istot rozmaitych,
ludzie żyli w małych grupkach
- w warunkach nienależytych.

W rozpadlinach, w jamach, norkach
drzwi nie mieli - ani okien;
mieli tylko coś nad głową
- raczej niskie, niż wysokie.

Człowiek z norki, choć niewielki,
miejsca ledwie miał okruszek -
nie mógł stanąć ani usiąść,
musiał zwijać się w kłębuszek.

Rozlegały się w ciemności,
w głębi jamki albo groty,
stuki–huki, jęki–stęki,
trzaski–praski i łomoty.

Bo gdy zrywał się z posłania,
gdy go koszmar jakiś zbudził,
walił głową w coś twardego
– płakał, szlochał i marudził.

Nie chciał wstawać, rosnąć nie chciał,
kulił, garbił się okropnie...
takie życie, w takiej norze,
Panie Boże – niech gęś kopnie!

Nagle w głowie potłuczonej
myśl radosna zaświtała:
potrzebna mi większa norka,
bo ta mała jest za mała!

W innych głowach też rozbłysła...
głowa w głowę, rada w radę –
wymyśliły, ustaliły:
usuniemy głowną wadę.

Żeby siadać, wstawać, tańczyć,
żeby nie nabijać guzów,
trzeba wybudować domki,
a w nich – zrobić dużo luzu!

Ludzie mali próbowali,
budowali jak umieli...
tydzień cały pracowali,
a w niedzielę odpoczęli.

Ten dom większy, tamten – mniejszy:
na każdym zaś najważniejszy,
wymarzony w pięknych snach,
bezpieczny dla głowy – dach!

Dziadek, wnuczek, ojciec, syn
przemieniają pomysł w czyn:
liście, trawa, kora, słoma
ścielą się na nowych domach.

Lecz najlepsze jodły, smreki,
a i modrzew przetrwa wieki,
cięty w gonty i szczypany
- z niego dach, jak pozłacany!

11-12-13.
I dziś, choć to czas rozmachu,
kiedy metal, szkło na dachu –
wciąż najlepsze, to rzecz pewna,
są gontowe dachy z drewna!

Dzwonią w domach telefony,
i wieść idzie w wszystkie strony,
że gontowy piękny dach -
najlepiej buduje Stach!

Sprawdźcie proszę w Internecie,
tam wszystkiego się dowiecie:
„Stacha dachy, te gontowe,
solidne są – dubeltowe.”

I te gonty są łupane,
a nie cięte piłą:
gładziutkie są i błyszczące,
aż popatrzeć miło!

Na kościele, ach! – świeci cudny dach:
na kapliczce, na oberży
'GONT od STACHA' berło dzierży:
na urzędzie – ach!, jaki ważny dach!

Tu na baszcie, tam na dworze,
na tym domku - mój Ty Boże!,
na hotelu z klepek wielu,
a na restauracji – szczyt gontowej gracji!

Moda owa, ta gontowa,
znowu wraca do Krakowa,
bo gdzie droga jest na KOPIEC,
wezwał Stacha pewien CHŁOPIEC...

Dach poprawić trzeba było,
a że dobrze się skończyło
- tabliczkę potem umieścił
o następującej treści:

Stach z Orawy tu się krzątał -
kopiec-dach usypał z gonta!
Ten CZYTALSKI na tym dachu
czyta książkę o tym STACHU.

Wy też o nim przeczytajcie
i rozgłoście na świat cały,
że wspaniale mieć dach z gonta,
bo dach z gonta jest - wspaniały!


Nie zapominajmy mili,
żeśmy norki opuścili,
bo prapradziad tego STACHA
marzył o GONTOWYCH dachach!

I rośnijmy bez obawy,
że nad głową – nisko...
podarujmy piękne dachy
krainie nad Wisłą!

Dzisiaj we wsiach oraz w miastach
mnóstwo dachów rozmaitych,
a pod nimi mnóstwo ludzi,
i w warunkach należytych.

05.2007