Muzeum Jasia Czytalskiego '50

Ludzie rodzą się i żyją,
bawią się i świat poznają,
tworzą przy tym różne rzeczy,
w końcu je pozostawiają.

Jak rok każdy ma swe pory:
wiosnę, lato oraz jesień,
tak i człowiek się przemienia
i bagaże losu niesie.

Wiosna – to wiadomo – radość,
czas wzrastania i nauki;
lato – jesień, to dojrzałość,
troski czas, o dzieci – wnuki.

Zimy w ludzkich porach życia
– to się chyba już nie zmieni –
nie ma prawie, albo wcale,
dzień ostatni jest w jesieni.

Albo może jej nie widać,
jak tych, którzy tutaj byli,
którzy swoje stare gniazda,
jak te ptaki – opuścili.

Tak, nie widać ich już w domu,
na ulicy, w sklepie, w pracy,
i w alejce która czeka,
że znów przyjdą tu na spacer.

W domu Jasia Czytalskiego
też nie widać już pradziadków,
pra praprzodków, pra prababek –
są natomiast rzeczy – w spadku.

Oprócz starych książek mnóstwa
są przedmioty rozmaite,
drobne, większe – nawet wielkie,
w różnych zakamarkach skryte.

Jaś potrafi odpowiedzieć,
jeśli ktoś go o to spyta,
gdzie urodził się pradziadek,
bo w metryce to przeczytał.

Zrobił zresztą Księgę Rodu
i dokładnie w niej notuje
wszystko, czego się dowiedział
od tych, których wypytuje.

W owej Księdze opisuje
obyczaje swoich przodków:
jak mieszkali, pracowali,
czemu używali podków…

Że pradziadek i prababka
mieli dzieci dziewięcioro,
że mieszkali w małej chatce,
że kłopotów mieli sporo.

Że te dzieci były zdolne,
choć niektóre chorowite,
że uczyły się wytrwale,
więc, że były pracowite.

Że wśród starych dziwnych rzeczy,
które są tu w domu Jasia,
jest stalówka i kałamarz,
i zabawki wujka Stasia.

Że te lalki na pawlaczu
babcia sama wykonała,
a ten obraz w złotej ramie
ciocia Ola malowała.

Dziadek, babcia, mama, tata,
wszystkie ciotki i wujowie,
powiedzieli co wiedzieli…
Kto coś więcej mi opowie?

Niezawodny sąsiad Maciej
szuka na to panaceum:
– pora chyba zabrać Jasia
po „coś więcej” do Muzeum!


I wyjaśnił, że te rzeczy,
co powstały z Muz udziałem,
ludzie dają do Muzeum,
bo to miejsce doskonałe.

I to jeszcze, że te Muzy
to są niewidzialne Damy,
które chętnie pomagają,
kiedy coś wykonać mamy.

I to była prawda szczera:
ogrom rzeczy jest w Muzeum;
Jaś codziennie czerpie tutaj,
na brak wiedzy – panaceum!

Kupił sobie abonament
– kieszonkowe miał od taty,
więc przychodzi kiedy zechce,
żeby badać eksponaty.

Jaś wymyślił zegar wsteczny,
co na tarczy – zamiast godzin,
ma obrazki wynalazków:
z nim w głąb dziejów co dzień schodzi.

Kiedy spotka coś nowego
na wystawie albo w sieci –
porównuje, zapisuje,
że to drugi wiek lub trzeci.

Mruga kustosz do kustosza
kiedy widzi co się święci,
bo Jaś znika w dawnym świecie
i powrócić nie ma chęci.

Tyle tutaj rzeczy nowych,
jedna starsza jest od drugiej,
nie ma takich w żadnym sklepie
na Floriańskiej, czy na Długiej.

Sieci, żaki i więcierze,
stare łóżka i kołyski,
stoły, krzesła i żelazka,
garnce i drewniane łyżki.

Kufry, tarki, maglownice,
wanny, balie, bębny, bryczki,
młynki, młotki, cyrkle, dłutka,
cukierniczki i solniczki.

Skrzynie, walce, koła, korby,
ramy, bramy, sakwy, torby,
siodła, trony i patrony,
wialnie, sochy, pługi, brony.

A dla chłopców gwizdki, ptaszki,
dla panienek fatałaszki,
dla mężatek chusty, czepki,
dla głuptasów piąte klepki.

To miedziane, a to szklane,
to z żeliwa, a to z gliny,
to jest lniane, to drewniane
a ten koszyk jest z wikliny.

Słoma, blacha, drut, konopie,
cyna, ołów, papier, trawa,
stal i skóra, gutaperka
– to wspaniała jest wystawa!

Zadomowił się Czytalski
pośród gablot i witrynek,
mama się troszeczkę martwi,
lecz tata ma dumną minę.

Pan Dyrektor wie już o tym,
że Jaś często tutaj bywa,
zaprasza do gabinetu
i Kolegą go nazywa!

Nie minęły trzy tygodnie,
a tu miła niespodzianka:
Pan Dyrektor każe prosić
na rozmowę Pana Janka!


Chciałbym – mówi – pokazywać
u nas również zbiory inne,
rzeczy, które mamy w domu
jako Muzeum – Rodzinne.

Twoje zbiory mój Kolego
to wzorowa jest kolekcja,
zaprosimy inne dzieci
– niech to będzie pierwsza lekcja.


Potem wspólnie się zajmiemy
wystawami innych dzieci
i pewnie się doczekamy
lekcji drugiej, może trzeciej.

Nie minęły trzy miesiące,
w sali tłoczno jest, lecz miło,
goście mówią zadziwieni:
Tego jeszcze tu nie było!

Jaś objaśnia tym co przyszli,
kto na którym jest portrecie,
że to właśnie pudełeczko,
tylko jedno jest na świecie…

A że każdy dom ma swoje
skrytki, schowki, zakamarki –
wnet zaczęły się w rodzinach
plany wystaw i przymiarki.

Szła wystawa za wystawą,
miesiąc w miesiąc, rok po roku…
Ktoś z wysoka to zjawisko
zaczął wreszcie mieć na oku.

Nie minęły trzy kwartały,
pod muzeum na ulicy
ludzie tłoczą się jak śledzie,
wtem ktoś dzwoni – ze stolicy.

– Proszę prosić Dyrektora!
– Sprawa pilna i niezwłoczna!
– Zapraszamy do stolicy!
– Niedaleko od Opoczna!


Nie minęły trzy godziny,
na dywanie w Belwederze,
Pan Dyrektor nominację
na ministra właśnie bierze!

Potem trzy radosne dzwonki
na komórkę Czytalskiego:
– zostań Jasiu mym doradcą
od Muzeum Rodzinnego!

Media wkrótce rozgłosiły
powód szybkiej nominacji,
a Minister i Doradca
zapomnieli o kolacji.

Ustalali, planowali
i Muzea otwierali
na wystawy nieco inne
bliskie sercu, te rodzinne.

Wkrótce cała Europa,
potem Azja, Ameryka,
w końcu wszystkie kontynenty –
ogłosiły komunikat:

Chcemy bardzo – jak Polacy –
być tak mądrzy i tak zręczni,
chcemy dbać o dzieła przodków,
chcemy być im za nie wdzięczni!


I Ty też, jak ten Czytalski,
zajrzyj w schowki, w zakamarki
i przygotuj skarb rodzinny –
do wystawy rób przymiarki!

luty – marzec 2009