Nowiny z Bukowiny

Nowiny z Bukowiny. To skromne miejsce ustąpił Jaś Czytalski innemu Jasiowi. Będą tu publikowane 'bukowiniana' dra Jana Bujaka (Bukowińczyka), którego obfity dorobek badawczy w zakresie problematyki bukowińskiej może stanowić pomoc metodologiczną i źródłową dla jego naśladowców, i dla każdego, kto na temat Bukowiny, a szczególnie na temat dziejów bukowińskich Polaków, poszukuje rzetelnych, udokumentowanych wiadomości. Mamy nadzieję, że za udostępnionym tutaj zarysem pt. Polacy na Bukowinie nastąpią udostępnienia kolejnych opracowań Autora.

JAN BUJAK

POLACY NA BUKOWINIE
od najdawniejszych czasów do końca drugiej wojny światowej

I. Bukowina – czym bywała, a czym jest obecnie

Swojsko brzmiące słowo Bukowina współcześnie najczęściej bywa kojarzone z Bukowiną Tatrzańską, z którą ma zaledwie tyle wspólnego, że w jednym i drugim przypadku mamy do czynienia z pochodzeniem od wyrazu buk, który z kolei dał początek słowu bukowina, pierwotnie a także dzisiaj używanego dla nazwania jakiejś połaci ziemi pokrytej lasami bukowymi. Stąd w najdawniejszych czasach rozmaici kronikarze posługując się nazwą Bukowina nie mieli na myśli dokładnie tego samego obszaru co inni.

Dopiero z czasem i znacznie później mianem Bukowiny zaczęto posługiwać się do nazwania obszaru leżącego na południowozachodnich kresach Rzeczypospolitej Polski za Czeremoszem, a pomiędzy Karpatami Wschodnimi (od zachodu) i środkowym Dniestrem (od wschodu). Wszelako i wówczas Bukowina nadal nie miała wytyczonych granic, a posługujący się jej nazwą nie zawsze mieli na myśli dokładnie to samo. W tym znaczeniu posługiwano się wyrazem Bukowina do czasu zajęcia jej przez Austrię po pierwszym rozbiorze Polski w 1774 r.

Po aneksji Bukowiny przez Austrię wytyczono jej granice podczas kilkunastoletnich rządów wojskowych, a potem wcielono ją do Galicji jako jeden z jej powiatów o powierzchni ok. 10500 km2 a równocześnie najsłabiej zaludnionych. W wyniku tego z uwagi na mieszkających tam katolików trzech obrządków Bukowina włączona została do rzymskokatolickiej oraz ormiańskokatolickiej archidiecezji lwowskiej tudzież grekokatolickiej.

W roku 1849 Bukowinę odłączono od Galicji i utworzono z niej odrębny kraj koronny z własnym rządem i własnym sejmem, ale nadal powiązany z galicyjskimi strukturami sądowniczymi i prokuratorskimi. Odtąd Bukowinę urzędowo nazywano Księstwem. Ten stan rzeczy utrzymał się do końca pierwszej wojny światowej, po której traktat wersalski m.in. za sprawą bukowińskich Polaków Bukowinę wraz Besarabią czyli Mołdawią oddał Rumunom, którzy połączywszy wszystkie swoje ziemie w jedną całość nazwali państwo Wielką Rumunią.

Bukowina zatem nadal funkcjonowała w dotychczasowym kształcie w ramach państwa rumuńskiego aż do 1940 r., kiedy to imperialistyczny Związek Radziecki zajął północną Bukowinę, włączając ją do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej jako jej czerniowiecki obwód administracyjny.

Po najeździe niemieckim na Związek Sowiecki w czerwcu 1941 r. północna Bukowina na krótko powróciła do macierzy, ale już wczesną wiosną 1944 r. ponownie została oderwana przez ten sam Związek Radziecki i ponownie przypisana Ukraińskiej SRR. Po wyodrębnieniu się w 1991 r. suwerennej Ukrainy północna Bukowina znalazła się w granicach tego państwa.

Wszystkie przeobrażenia dziejowe w istotny sposób wpłynęły nie tylko na zmiany polityczne i administracyjne Bukowiny, ale także odbijały się na ogólnej cywilizacji, kulturze, gospodarce, życiu społecznym, oświacie – na całym życiu wielonarodowej i wielowyznaniowej społeczności Bukowiny.

Prawdę mówiąc, dzisiaj już nie ma żadnej Bukowiny. Dawna Bukowina z czasów austriackich czy rumuńskich pozostaje tylko w pamięci najstarszego pokolenia oraz jego wspomnieniach najczęściej idealizujących ją jako krainę szczęśliwości, „małą Szwajcarię” i prawzór Unii Europejskiej. Rzeczywistość była i jest całkiem inna – mniej cukierkowa.

II. Polacy od zamierzchłych czasów do trzeciej ćwierci XVIII stulecia

Wobec braku podstawowych badań nad dziejami średniowiecznymi obszaru zwanego Bukowiną niepodobna określić dokładnie, od kiedy Polacy zamieszkiwali Bukowinę. Na podstawie nielicznych wzmianek w piśmiennictwie naukowym można zaledwie pokusić się o domniemanie, że już przed tysiącem lat, kiedy powstało państwo polskie, jakaś część jego ludności z nieznanych bliżej powodów osiedliła się na tym obszarze stanowiącym rzeczywiste kresy Rzeczypospolitej, pomiędzy którą a Mołdawią nigdy wcześniej ani potem nie wytyczono granicy międzypaństwowej. Tę obecność pośrednio zdają się potwierdzać niektóre fakty z czasów panowania Kazimierza Wielkiego, kiedy to na niewielkim wzniesieniu Ciekuń względnie Cieczyn (obecnie Cecyna) w pobliżu Czerniowiec wzniesiono murowaną strażnicę, po której ślady zachowały się dotąd. Także w tamtym czasie w Serecie znajdowały się już klasztory dominikanów i franciszkanów z Polski. Dzięki ich pracy misyjnej doszło do rozpowszechnienia i utwierdzenia się katolicyzmu na Bukowinie, co znalazło wyraz w zabieganiu władcy mołdawskiego u papieża o utworzenie odrębnego biskupstwa, co też zaowocowało powołaniem pierwszego biskupstwa mołdawskiego, zlokalizowanego w Serecie na Bukowinie w roku 1370 1. Można mniemać, iż było to biskupstwo nie tylko dla tubylczych Mołdawian, ale także dla stale przebywających w Mołdawii, a więc i na Bukowinie, Polaków, w tym kupców polskich, którzy otrzymali specjalne przywileje do prowadzenia swej działalności na terenie hospodarstwa mołdawskiego. Oprócz kupców Polakami była przynajmniej część duchowieństwa posługująca w nowej diecezji. A na pewno Polakiem był pierwszy biskup serecki Andrzej Jastrzębiec, zwany także Polakiem, oraz jego następcy w przeciągu kilku wieków, dopóki to pierwsze biskupstwo istniało.

O obecności Polaków na Bukowinie od najdawniejszych czasów mogą świadczyć także swojsko brzmiące niektóre nazwy geograficzne, w tym miejscowości posiadające rodowód słowiański i zapewne polski, np. Bystrzyca, Bojan (względnie Bojany), Czartoryja, Czerniowce, Dawidy (Dawidyny), Jackany, Jurkowce, Łukawiec, Łużany, Rarańcza, Rokitna, Waszkowce, Wyżnica, oraz nowszej daty Kaczyka, Mikułowa Polana, Nowy Sołoniec, Wyżynka, które pod administracją austriacką, a potem rumuńską i ukraińską otrzymały inną pisownię tudzież inne brzmienie, a czasem imiona zupełnie nic nie mające wspólnego z poprzednią nazwą.

Znamienne jest również, iż światlejsi bukowińscy Polacy z dziada pradziada zakorzenieni na Bukowinie uważali się za tubylców nie mniej wiekowych niż Ormianie, Rumuni czy Rusini, czym wyraźnie różnili się od Niemców, napływających do tego kraju dopiero po 1774 r. na bardzo korzystnych warunkach stworzonych przez władze austriackie dla przyciągnięcia osadników niemieckich, m.in. z Galicji. Ponadto znamienne jest to, iż na Bukowinie podobno od wieków, a na pewno w XIX i XX wieku znajdowało się wielu polskich ziemian, będących właścicielami ponad połowy jej obszaru. Oprócz nich właścicielami ziemi bukowińskiej aż do 1945 roku były dziesiątki tysięcy naszych włościan, większych i mniejszych przedsiębiorców, rzemieślników, urzędników, kupców, wreszcie kilka zgromadzeń zakonnych oraz kilkadziesiąt rzymskokatolickich parafii tudzież instytucji i stowarzyszeń polskich.

Wreszcie należy zauważyć, że kiedy Austriacy zajęli Bukowinę, język polski był tak powszechnie znany jej mieszkańcom, iż znając go można było porozumieć się z jej mieszkańcami przechodząc ją wzdłuż i wszerz, a dowodzi tego m.in. fakt, że dowódca wojsk austriackich zająwszy tę krainę zaraz na początku potrzebował sprowadzić tłumaczy z języka polskiego na niemiecki. Ponadto znane są i takie ciekawostki, że jeszcze na początku XIX wieku turecki urzędnik pismem urzędowym w języku polskim zwracał się do urzędu austriackiego w Czerniowcach, gdzie w programach urządzanych balów najwięcej czasu przeznaczano na muzykę polską. A gdyby komuś tego było jeszcze mało, to pamiętając, że na Bukowinie w przybliżeniu było tyle katolików narodowości polskiej co niemieckiej, można sięgnąć do corocznie wydawanych schematyzmów lwowskiej archidiecezji rzymskokatolickiej i ormiańskokatolickiej i wyliczyć, ile Polaków zamieszkiwało w poszczególnych latach XIX i XX wieku przed poddaniem rzymskokatolickiego Kościoła na Bukowinie jurysdykcji biskupa diecezji jasskiej 2

Wobec braku odpowiednich badań oczywiście dotąd nie jesteśmy w stanie podać, kiedy i ile było na Bukowinie Polaków, a ile innych narodowości. Wszakże ze stanów ilościowych w XIX. XX. wieku można wnosić, iż te proporcje między najstarszymi tubylczymi narodowościami były podobne jak w dwu ostatnich stuleciach.

Otóż dla pełności informacji o mieszkańcach Bukowiny należy dodać, że oprócz Polaków zamieszkiwało ją wiele narodowości: w największej liczbie Mołdawianie względnie Rumunii i Rusini (obecnie zwani Ukraińcami), ale prócz nich Czesi, Ormianie (głównie tzw. Ormianie Polscy), Słowacy, Turcy, Węgrzy (całe wsie o nazwach węgierskich), Żydzi, a nawet Włosi.

III. Polacy pod rządami austriackimi w latach 1774-1918

Po zajęciu Bukowiny przez Austrię w 1774 r. bukowińscy Polacy czuli się podobnie jak ich rodacy w zaborze austriackim, gdzie znajdowali się ich liczni krewni. A ponieważ byli stosunkowo nieliczni i bardzo rozproszeni po obszarze całej krainy w stworzonych przez Austrię warunkach, przez niemal sto lat nie byli w stanie się zorganizować w jakiekolwiek organizacje narodowe nawet w Czerniowcach, gdzie znajdowało się największe skupisko Polaków, i dodać trzeba Polaków z najwyższymi kwalifikacjami w różnych zawodach. Wielu spośród nich z uwagi na wyższe wykształcenie pełniło wysokie urzędy w administracji państwowej i samorządowej, natomiast bardzo liczni zwłaszcza w Czerniowcach rzemieślnicy i kolejarze należeli do kategorii niezrównanych mistrzów w swoich zawodach. Jednakże mimo wysokiej pozycji społecznej wobec braku własnych narodowych organizacji a przy tym przesadnie lojalni obywatele państwa austriackiego nie byli w stanie uzyskać niczego dla współrodaków, ale nawet zachować tej pozycji społecznej i politycznej, jaką zdobyli na Bukowinie za rządów państwa mołdawskiego. Z wzrostem wpływów niemieckich, a potem także rumuńskich i rusińskich, stopniowo eliminowana była polszczyzna ze szkół, a w ślad za tym znikała polszczyzna z życia towarzyskiego i publicznego, a jej miejsce zajmował przede wszystkim język niemiecki, a z czasem języki rumuński i rusiński. Ten okres bardzo niekorzystny dla bukowińskich Polaków trwał ponad sto lat, aż do schyłku XIX wieku, mimo że przyrost naturalny Polaków na Bukowinie należał do najwyższych w tym kraju. W tym czasie okresowe spisy ludności przeprowadzane regularnie co dziesięć lat, wskutek najrozmaitszych zabiegów i najpospolitszych szachrajstw, tego mnożenia się Polaków dziwnym trafem jakoś nie wykazywały.

Tymczasem podczas rządów austriackich na Bukowinie zwielokrotniła się liczba Polaków w Czerniowcach do kilkunastu tysięcy oraz w wielu innych miejscowościach, miasteczkach i wsiach, przy czym niektóre z tych ostatnich powstały jako zupełnie nowe i całkowicie lub w zdecydowanej większości zasiedlone przez Polaków. Do takich wsi zamieszkałych wyłącznie przez Polaków należała Plesza, a do zajętych w większości lub znacznej części przez Polaków takie miejscowości jak Baniłów n/Czeremoszem, Baniłów n/Seretem, Bojan, Dunawiec, Kaczyka, Laurenka, Łużany, Mikułowa Polana, Nowa Żadowa, Nowy Sołoniec, Panka, Ruda, Stara Huta oraz inne.
O mnogości Polaków na Bukowinie i w poszczególnych miejscowościach bezwzględnych danych nie dowiemy się zapewne nigdy, ale pewne wyobrażenie o ich skali można sobie wyrobić studiując stosowne artykuły w wydawanej polskiej prasie w Czerniowcach na Bukowinie oraz inne publikacje, np. Archidiecezji Lwowskiej Obrządku Łacińskiego, Emila Biedrzyckiego, Grzegorza Cicimirskiego, Ottona Mieczysława Żukowskiego, Mariusa Petraru i podpisanego J.B 3

Przede wszystkim nie wiadomo, ilu tubylczych Polaków zastano na Bukowinie, gdy wojska austriackie wkroczyły na nią jesienią 1774 r. Można przyjąć, iż najwięcej ich znajdowało się w najstarszych miastach i wsiach bukowińskich jak Seret czy Suczawa tudzież siedzibach najstarszych parafii i kapelanii. Wiadomo bowiem, iż w latach 1774-1796 r. parafie znajdowały się względnie rekonstruowały przed włączeniem do arcybiskupstwa lwowskiego. Ze schematyzmów archidiecezji lwowskiej wynika, iż dwie najstarsze parafie (kapelanie) erygowano powtórnie w Sadogórze i Serecie w 1777 r., a jedenaście innych odtworzono względnie założono jako nowe w Waszkowcach (1784), Długopolu (Kympulungu 1785), Gurahumorze (1785), Hadikfalvie (1785), Istensegits (1785), Kaczyce (1885), Louisenthal (Fundul Moldovei 1785); Bojanie (1786), Czerniowcach (1786), Suczawie (1786).

Istnienie tych parafii przed koncem XVIII w. pośrednio dowodzi, że w większości z nich musieli znajdować się Polacy w znaczniejszej liczbie, albowiem katolikami na Bukowinie byli wyłącznie Polacy, Niemcy i Węgrzy, z tym że ci ostatni mieszkali w kilku wsiach o nazwach węgierskich, jak Hadikfalva. Z owymi miejscowościami niewątpliwie łączyły się wielkie majątki ziemskie szlachciców polskich od wieków tu mieszkających z nadania władców polskich lub mołdawskich.

Jednym z bardziej znamiennych przypadków są dzieje jednej ze stosunkowo młodych osad powstałych pod rządami austriackimi. Jest nią Kaczyka, która jako osada wyrosła głównie siłami Polaków, którzy sprowadzeni zostali m.in. z Bochni i Wieliczki do pracy przy drążeniu jedynej na Bukowinie kopalni soli i byli głównymi budowniczymi zarówno kopalni i osady, a potem aż potąd najcenniejszymi pracownikami wszystkich szczebli, od personelu zarządzającego i inżynierskiego po pracujących przy wydobyciu soli górników i najrozmaitszych specjalności pracowników fizycznych. Oni to wydrążyli w kopalni kaplicę św. Barbary, następnie przy kopalni wznieśli niewielką kaplicę z cudownym obrazem Matki Bożej kaczyckiej, którą na początku XX. wieku pełniący w Kaczyce obowiązki duszpasterskie misjonarze krakowskiego Zgromadzenia św. Wincentego a’Paulo zastąpili wspaniałą świątynią w stylu neogotyckim według projektu polskiego architekta lwowskiego Teodora Mariana Talowskiego.

Dzieje kopalni soli i miejscowości Kaczyka świadczą o znanej prawidłowości, że gdziekolwiek pojawili się Polacy, tam zaczynali od stawiania krzyża, kapliczki, wreszcie Kościoła. I to powtarzało się wszędzie tam na Bukowinie, dokąd kiedykolwiek przybyli Polacy. Tak w XIV. wieku było w Serecie i Suczawie, tak zapewne było w Czerniowcach, których istnienie poświadczają dokumenty z 1408. r., i w wielu innych miejscowościach średniowiecznej Bukowiny. Tutaj należy przynajmniej napomknąć, że m.in. przez Bukowinę nadciągały hordy tatarskie i tureckie, w związku z czym królowie polscy na Bukowinie stawiali strażnice lub budowali osady obronne względnie zamki, czego dowodem jest istniejąca w Suczawie do tej pory ulica pod nazwą Zamka, prowadząca do wzgórza, na którym najprawdopodobniej przed kilku wiekami stał polski zamek, a dotąd zachowały się wały obronne usypane przez wojska Jana III. Sobieskiego. Bukowina zresztą była terenem częstych operacji militarnych Rzeczypospolitej, które nie zawsze kończyły niepowodzeniem jak wyprawa króla Jana I. Olbrachta w 1497 r.

Kolejnym najbardziej wiekowym miastem bukowińskim są Czerniowce, które z niewielkiej wsi w 1774 r. pod rządami austriackimi najpierw podniesiono do rangi miasta powiatowego Galicji, a po przekształceniu Bukowiny w odrębny kraj w 1849 r. przemianowano na stolicę Księstwa Bukowińskiego. Nie wiadomo od kiedy mieszkańcami Czerniowiec byli Polacy. Może pojawili się tutaj w czasach Kazimierza Wielkiego, a może później. Jednakże fakt erygowania na nowo rzymskokatolickiej parafii w 1786 r. dowodzi, że już wtenczas Polacy musieli tam być, bo w innym razie dla kogoż by powołano placówkę duszpasterską. Dla samych Niemców służących w wojsku austriackim?

Są jednak inne fakty jednoznacznie świadczące o obecności Polaków jako mieszkańców Czerniowiec. Otóż w chwili zajmowania Czerniowiec przez gen. Spleny’ego pojawili się Polacy Tomasz Wójcikiewicz i Brodowski. Emil Biedrzycki podaje, że pierwszy z nich początkowo służył jako tłumacz, a w roku 1786 pełnił urząd kontrolera rady miasta Czerniowce, natomiast 10 lat później (1796) figurował jako ławnik sądu gminnego. Natomiast Brodowski początkowo był protokolantem polskim. Nieco później (1797) niejaki Halaktowicz pełnił funkcję syndyka miejskiego. Że Polacy w niemałej liczbie już w owym czasie znajdowali się w Czerniowcach i coś znaczyli, świadczą dwa fakty: zarządzenie cyrkułu czerniowieckiego z 3 lutego 1803 r. pt. Ballordnung für die königlische Kreisstadt Czernowitz (Porządek balowy dla królewskiego miasta okręgowego Czerniowiec) dla ośmiogodzinnej zabawy na tańce polskie przeznaczał aż 5 godzin, podczas gdy na wszystkie inne zaledwie 3 godziny; naczelnikiem gminy Czerniowce już w 1814 r. był Bełdowicz. Ponadto o dawnej zasiedziałości Polaków w Czerniowcach świadczy to, iż zdecydowana ich większość zamieszkiwała centrum i najstarszą część miasta. W następnych latach wraz z przyrostem liczby Polaków, co ukazuje załączona tabela, rosła ich pozycja w życiu kulturalnym, społecznym, politycznym miasta i kraju. Oprócz wzmiankowanych we władzach gminy czerniowieckiej później zapisało się wielu innych Polaków, dzięki którym Czerniowce jako miasto stołeczne otrzymały postać budzącą do dzisiaj zachwyt. Wśród tych rodaków pierwszeństwo dzierży Antoni Kochanowski, który aż 42 lata służył miastu jako radny miejski, a przez 27 lat (1866-1874,1887-1905) pełniąc funkcję burmistrza względnie prezydenta gruntownie odmienił oblicze miasta, w uznaniu za co otrzymał tytuł honorowego obywatela miasta (1898), a siedem lat później – honorowego burmistrza (1905). Oprócz niego w charakterze naczelników gminy czerniowieckiej pracowali także Józef Ortyński (1854-1859), Józef Lepszy (1859-1861), a w roli pierwszego burmistrza (prezydenta miasta w latach 1864-1866) Jakub Petrowicz 4. W roli wiceburmistrza Czerniowiec zapisał się dr Bazyli Duzinkiewicz, a w charakterze dyrektora departamentu rachunkowego Magistratu – Kazimierz z Miszczowy Węglowski, na stanowisku szefa departamentu budowlanego inż. Alojzy Friedel. Ten ostatni wraz z doktorem Grzegorzem Szymonowiczem piastowali urzędy w tymczasowym zarządzie miasta (Comisiunea Interimara) po pierwszej wojnie światowej. Ponadto w czerniowieckim Magistracie jako wybitni miejscy radni zasłużyli się m.in. dr Julian Tropeteur (1855-1909), wielki patriota, absolwent prawa Uniwersytetu Czerniowieckiego, radca Sądu Krajowego Wyższego, adwokat, założyciel i członek honorowy Towarzystwa Akademików Polskich „Ognisko”, członek wielu czerniowieckich towarzystw polskich. Drugim niezwykle zasłużonym radnym czerniowieckim był dr Stanisław Kwiatkowski, wieloletni przewodniczący koła radnych polskich, wybitny chirurg i ordynator szpitala czerniowieckiego, poseł na Sejm bukowiński, wieloletni prezes Towarzystwa Bratniej Pomocy i Czytelni Polskiej oraz Towarzystwa Szkoły Ludowej, właściciel dwu majątków ziemskich. Do grona czerniowieckich radnych miejskich należeli także kupiec Karol Borysławski; radca dworu dr Bazyli Duzinkiewicz; Emanuel Dworski – jeden z założycieli Towarzystwa Bratniej Pomocy i Czytelni Polskiej i dożywotnio czynnych jego członków; wybitny pedagog i dyrektor szkół czerniowieckich Jan Kamiński; Jan Kasprzycki de Castenedolo - wieloletni członek czerniowieckiej Rady Miejskiej i Wydziału Miejskiego zajmujący się opieką nad ubogimi; Wincenty Korytyński – architekt i twórca okazałych czerniowieckich budowli; Tadeusz Kossowski; notariusz Adam Rupprech; Wilhelm Sedelmeyer; wybitny prawnik dr Karol Selzer; ziemianin i polityk dr Kajetan Stefanowicz, Amelia Węglowska.

Oprócz urzędników państwowych i gminych wysokiego szczebla ważną rolę w zorganizowaniu się i działaniu bukowińskiego Koła Polskiego oraz innych instytucji polskich i stowarzyszeń odegrał profesor dr Alfred Halban, który przez kilkanaście lat wykładał prawo na Uniwersytecie Czerniowieckim, ale oprócz tego był bardzo czynnym członkiem polskich organizacji na Bukowinie. On to był głównym motorem połączenia sił posiadaczy większych posiadłości ziemskich, inteligencji i rzemieślników czerniowieckich oraz rozsianych po całej krainie włościan i drobnomieszczaństwa. On także jako poseł Sejmu bukowińskiego oraz inspektor nauki języka polskiego położył podwaliny intensywniejszej i skuteczniejszej pracy narodowej.

Chociaż w Czerniowcach stale mieszkała w przybliżeniu 1/3 bukowińskich Polaków i to na dodatek z najwyższym wykształceniem i statusem społeczno-politycznym, przez niemal sto lat nie była w stanie utworzyć własnych organizacji i zadbać o własne interesy narodowe. Panujące w tym kraju stosunki polityczne i społeczne najwyraźniej nie sprzyjały stowarzyszaniu się dla zabezpieczania własnych interesów, a być może brakowało ludzi i silnych bodźców do podjęcia pracy narodowej. Czerniowiecka społeczność polska przez dziesiątki lat pozostawała w swoistej izolacji od rozproszonych po Bukowinie rodaków i nie otrzymywała wsparcia od Galicjan, którzy od 1849 r. pozostawili ich własnemu losowi. Pewne ożywienie przez krótki czas pojawiło się w czasie powstania 1863-1864 r., kiedy w Czerniowcach zaistniała polska scena teatralna i bardzo krótko wydawano pierwsze polskie czasopismo pt.Bratek 5.

Kolejne ożywienie w polskim środowisku czerniowieckim i na Bukowinie nastąpiło po upadku powstania, kiedy zaczęli napływać byli uczestnicy powstania styczniowego jako uchodźcy. Zaszła pilna potrzeba udzielenia im wszelkiej możliwej pomocy. Wówczas w 1869 roku doszło do zawiązania Towarzystwa Bratniej Pomocy, które rozwinęło działalność społeczną i kulturalną na niespotykaną przed tym skalę. W miarę ugruntowywania się jego pozycji pod jego macierzyńskimi skrzydłami rodziły się kolejne stowarzyszenia i instytucje polskie najpierw w Czerniowcach, a potem na całej Bukowinie. W roku 1876 zawiązało się Towarzystwo Akademików Polskich „Ognisko”, w setną rocznicę uchwalenia Konstytucji 3. Maja w roku 1891 polityczne bukowińskie Koło Polskie; w roku 1892 Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” i Koło Pań Towarzystwa Szkoły Ludowej, w roku 1897 Stowarzyszenie Rękodzielników Polskich „Gwiazda” i szereg innych.

Z chwilą pojawienia się Koła Polskiego organizacja ta, zrzeszająca także członków wcześniej istniejących stowarzyszeń, stopniowo zaczęła koordynować działalność wszelkich organizacji i instytucji polskich na Bukowinie, przy czym posłowie sejmowi i radni gminni przygotowywali grunt do dalszych przedsięwzięć dla osiągnięcia zakładanych celów narodowych. Wielką pomocą w tych działaniach były wydawane w Czerniowcach polskie czasopisma redagowane w duchu narodowym i katolickim. Przed 1918 rokiem najważniejszym z nich była Gazeta Polska, która w latach 1883-1914 niezmiennie rozpowszechniała wśród rodaków te idee, którymi kierowały się i które głosiły wszystkie oraganizacje polskie na Bukowinie. Takiej roli nie odegrały krócej wydawane czasopisma o innym charakterze, np. ukazujący się w Czerniowcach wzmiankowany Bratek (1864), Ogniwo (1869), satyryczno-humorystyczna Osa (1880-1881) , dwutygodnik literacki Przedświt (1882-1883), Przegląd Czerniowiecki (1883) czy satyryczna Osa (1888), bo pojawiły się w innych okolicznościach, ale niewątpliwie świadczyły o budzeniu się Polaków czerniowieckich do działania i w jakimś stopniu przygotowały grunt pod kolejne i trwalsze wydawnictwo prasowe, którym szczęśliwie okazała się Gazeta Polska Klemensa Kołakowskiego, jej właściciela, wydawcy i redaktora naczelnego, a od początku 1907 r. będąca organem bukowińskiego Koła Polskiego pod każdym względem.

Tutaj godzi się zauważyć, że jakkolwiek polityczne Koło Polskie oraz inne nasze organizacje i prasa zdecydowanie dążyły do odzyskania należnych praw i obrony polskich interesów narodowych, to jednak zawsze kierowały się demokratycznymi zasadami sprawiedliwości, na równi szanując prawa własne oraz innych narodowości. Nigdy nie kierowały się szowinizmem narodowym czy religijnym, chociaż częstokroć i bardzo długo napotykali na nieuzasadnioną wrogość przeszkadzającą w działaniu dla dobra wspólnego. Stosując konsekwentnie katolicką naukę społeczną w polityce na ogół nie spotykali się z wzajemnością nawet od tych, w obronie których stawali. Że jednak niekiedy trafiali się wśród innych narodowości ludzie doceniający ponoszone ofiary i przysługi Polaków, świadczy choćby ten fakt, że huculski poeta Józef Jerzy Fedkowicz na znak szacunku i wdzięczności dla wydawcy i redaktora Gazety Polskiej Klemensa Kołakowskiego za popieranie spraw rusińskich publicznie ucałował rękę Polaka.

Mówiąc o życiu polskim na Bukowinie niepodobna nie wspomnieć o ogromnym znaczeniu Kościoła rzymskokatolickiego i ormiańskokatolickiego, od którego za pośrednictwem wspaniałych kapłanów i osób konsekrowanych wychodziło wiele impulsów pobudzających do działań zachowawczych i konstruktywnych w duchu narodowym i katolickim. To, czego ze względów obiektywnych nie mogli robić świeccy, bardzo często czynili polscy księża, zakonnice i zakonnicy. To m.in. dzięki czerniowieckiemu proboszczowi dr. Ignacemu Kornickiemu (1814-1888) w Czerniowcach zawiązało się Towarzystwo Bratniej Pomocy i Czytelni Polskiej, w wyniku innych zabiegów posadowiono w Czerniowcach trzy zgromadzenia zakonne, Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi (1886), Zgromadzenie Sióstr Felicjanek (1887) i Zgromadzenie Księży Jezuitów. Każde z tych zgromadzeń uczyniło tak wiele dla Kościoła oraz rozwoju życia duchowego i narodowego Polaków bukowińskich, że niepodobna w krótkich słowach tego wyrazić. Ponieważ ograniczone rozmiary niniejszego rozdziału nie pozwalają na rozwinięcie tematu, poprzestajemy na stwierdzeniu, że felicjanki prowadząc sierociniec, a marianki Zakłady Naukowo-Wychowawcze (przedszkole, szkołę ludową, gimnazjum, seminarium nauczycielskie – wszystkie z prawami publicznymi – oraz przeróżne kursy i internat dla dziewcząt), oddały ogromne usługi społeczności polskiej i bukowińskiej, wychowując i kształcąc najwartościowszych obywateli. Natomiast jezuici nabywszy od arcybiskupa Zygmunta Szczęsnego Felińskiego obszerną nieruchomość w krótkim czasie wybudowali własną siedzibę z kaplicą oraz obszerny kościół w stylu staro-gotyckim, umożliwiający wielotysięcznej rzeszy miejscowych katolików uczestnictwo w nabożeństwach i rekolekcjach urządzanych dla różnych stanów. Ponadto czerniowieccy jezuici walnie przyczynili się do powstania i sprawnego funkcjonowania Sodalicji Mariańskiej Pań, Dziewcząt i Panów Polskich, urządzania dostępnych dla wszystkich systematycznych nabożeństw organizacyjnych, odczytów i wymiany myśli, własnej biblioteki, pielgrzymek odpustowych, m.in. do Kaczyki, Częstochowy (np. 30 IV-2 V 1910), udziału w Kongresach Mariańskich (Przemyśl, 26-28 VIII 1911). Szczególną aktywnością odznaczała się Kongregacja Panien przy szkole sióstr marianek pod kierunkiem superiora Juliana Smodlibowskiego, która w sali strzelnicy miejskiej w niedzielę 25 czerwca 1911 r. urządziła wieczorek z występami własnego chóru oraz przedstawieniem sztuki Bernadeta.

Oprócz proboszczów czerniowieckich najpiękniejsze karty dziejów bukowińskiej stolicy zapisali wspierający ich wikariusze i katecheci nauczający religii w miejscowych szkołach ludowych oraz średnich księża: Antoni Czyżewski (katecheta gimnazjalny w latach 1822-1855); Feliks Lewandowski (cooperator w latach 1909-1913); Władysław Lewandowski (katecheta w latach 1870-1913); Józef Łuczko (najpierw cooperator a potem katecheta w latach 1913-1921), Aleksander Opolski (cooperator i katecheta w latach 1891-1916, 1921); Leopold Schweiger (cooperator i katecheta w latach 1886-1922); Zygmunt Szymonowicz (katecheta w latach 1905-1914); Feliks Żelewski (katecheta w latach 1909-1913); Jan Żukiewicz (cooperator i katecheta w latach 1834-1846) i wielu innych.

Podobną rolę względem bukowińskich Polaków spełnili polscy kapłani, którzy częstokroć po krótkiej pracy przygotowawczej w Czerniowcach najczęściej resztę niekiedy długiego duszpasterskiego życia spędzili w pomniejszych parafiach prowincji bukowińskiej. Do takich należeli księża proboszczowie stróżenieccy Andrzej Ptaszyński, Józef Krzyżanowski (przed pierwszą wojną światową i dziesięć lat po niej) i Ignacy Kukla (bezpośrednio po ks. J. Krzyżanowskim aż do ewakuacji do Polski na przełomie lat 1945/1946); ks. Józef Janiszewski związany z Seretem i Głęboką, ks. Jan Mościcki przez wiele lat związany z parafią w Starej Hucie (przed pierwszą wojną światową i w okresie międzywojennym) czy ks. Marceli Zawadowski w Waszkowcach nad Czeremoszem, który za swoją wielkiego poświęcenia długoletnią pracę duszpasterską i patriotyczną narodową po 1940 roku pokutował w więzieniach rumuńskich, gdzie zmarł w strasznych męczarniach z powodu nie leczonej choroby. To tylko kilka przykładów z całego ciągu bohaterskich kapłanów, którzy nie oszczędzając siebie mimo skrajnie trudnych warunków bytowych i posługiwania duszpasterskiego wiernie wypełniali swoje posłannictwo.

Dzięki ich działalności duszpasterskiej i narodowej przy poparciu arcybiskupów lwowskich w okresie panowania austriackiego na Bukowinie w latach 1774-1918 mimo ubóstwa odrestaurowano, przebudowano, poszerzono względnie wzniesiono wiele kaplic, mniejszych i większych kościołów, zwiększyła się liczba parafii i dekanatów. Tak jak wszędzie na świecie, gdziekolwiek pojawiali się Polacy, tak też i na Bukowinie pojawiały się znaki ich obecności: krzyże, przyzagrodowe kapliczki, niewymyślne architektonicznie świątynie, plebanie, cmentarze parafialne, a na nich grobowce i nagrobki. Niektóre z nich były wspólnym dziełem polskich i niemieckich katolików, inne wyłącznym wytworem pobożnych Polaków. Wszystkich łącznie piszący doliczył się stu kilkudziesięciu. Dodać należy, iż niektóre z nich (np. w Łużanach) zostały spalone lub zburzone podczas działań wojennych w latach 1914-1918 6. Inne np. w Bojanie stały się powodem zesłania ks. proboszcza Jakuba Cwynarskiego na Syberię za sprzeciwienie się wykorzystaniu wieży kościelnej na stanowisko karabinu maszynowego przez Rosjan. Tutaj zwraca się uwagę tylko na jeden znamienny krzyż dla dziejów bukowińskich Polaków. Jak wspomniano, wielu bukowińczyków żywo zareagowało na wybuch powstania styczniowego, sympatyzowało z nim, niekiedy wspierając go materialnie i potajemnie wspomagając organizację powstańczą. Być może wielu Bukowińczyków miało w szeregach powstańczych najbliższych krewnych. Jeden z takich Bukowińczyków postanowił uczcić bohaterskich bojowników o niepodległość krzyżem pamiątkowym z godnym napisem. Stróżenieckie władze lokalne i bukowińskie wdały się w rzecz i ostatecznie w Stróżeńcu obok kościoła parafialnego św. Anny stanął krzyż pamiątkowy z ocenzurowanym napisem Rok 1863. Krzyż ten mimo złowrogich niemieckich zakusów dzięki patriotycznej postawie miejscowych proboszczów przetrwał do drugiej wojny światowej. Co stało się z nim później, nie wiadomo.

Oprócz Czerniowiec tylko jedna bukowińska parafia miała szczęście do posiadania na swoim terenie zgromadzenia zakonnego. Tą uprzywilejowaną parafią była niewielka wioszczyna Kaczyka z przyległościami. Choć Kaczyka była jedną z młodszych osad, to jednak od samego jej zalążka mieszkali w niej Polacy i to oni jako biali górnicy sprowadzeni głównie z Bochni i Wieliczki byli głównymi twórcami jedynej na Bukowinie kopalni soli i rosnącej z upływem czasu miejscowości. Z chwilą zaś powierzenia tej parafii zarządowi krakowskiego Zgromadzenia Księży Misjonarzy św. Wincentego a’Paulo w listopadzie 1902 r. ta osada górnicza w krótkim czasie zmieniła się zarazem w najważniejsze sanktuarium maryjne, w którym największe uroczystości odpustowe odbywały się w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (15 sierpnia) oraz święto Matki Bożej Różańcowej na początku października. Krakowscy misjonarze dzięki prowadzonym na całej Bukowinie misjom i rekolekcjom oraz wzniesieniu w krótkim czasie wielkiej świątyni w stylu gotyckim według projektu profesora politechniki Lwowskiej Teodora Mariana Talowskiego (1857-1910) naprzeciw szybu kopalnianego wywołali wielki ruch pielgrzymkowy do Matki Boskiej zwanej Kaczycką nie tylko w najokazalsze wzmiankowane uroczystości. W dziejach tej oraz innych okolicznych parafii z dominującą ludnością polską zapisało się wielu wspaniałych misjonarzy, z pomiędzy których przed 1918 rokiem szczególnie zasłużyli się superiorzy ks. Kasper Słomiński i ks. Wojciech Grabowski. Pierwszy z nich rozpoczął budowę nowego kościoła w Kaczyce i doprowadził do jego konsekracji przez arcybiskupa lwowskiego dr. Józefa Bilczewskiego w niedzielę 16 października 1904 r., a drugi dokończył dzieła wyposażając jego wnętrze. Dzięki takim ofiarnikom duchownym i świeckim, jak wzmiankowani powyżej, mimo wybitnie nie sprzyjających okoliczności Polacy wszystkich stanów zachowali nieskalaną wiarę katolicką i silne poczucie narodowe, popychające do ogromnych wyrzeczeń, ofiar materialnych, długiej i wytrwałej pracy na wielu frontach. To oni spowodowali, że wreszcie po stu kilkudziesięciu latach Polacy powoli zaczynali odzyskiwać należne im prawa polityczne, w stosunkowo krótkim czasie powołali do życia Towarzystwo Zaliczkowe i Oszczędności w Czerniowcach (1899, zwane też Bankiem Polskim) oraz Polską Kasę Rękodzielniczą (1911), założyli w Czerniowcach trzy bursy polskie – katolicką imienia Issakowicza (1896), dla uczniów szkół średnich im. Adama Mickiewicza (1904) i dla młodzieży rękodzielniczej im. Jana Kilińskiego (1908) – oni sprawili, że z wielkimi oporami zaczęli odzyskiwać naukę języka polskiego w szkołach publicznych, w Czerniowcach otworzyli prywatne Gimnazjum Polskie z prawami publicznymi (1911), a całą Bukowinę pokryli siecią kilkudziesięciu Czytelni Polskich TSL oraz polskich kas raiffeisenowskich, wszelakich kursów i półkolonii. Ponadto wybudowali trzy okazałe Domy Polskie w Czerniowcach (1905), Suczawie (1907) i Waszkowcach nad Czeremoszem (1910), a szereg innych i mniejszych po miastach i wsiach. Z tych ostatnich zachowały się tylko niektóre, przy czym od kilkudziesięciu lat wykorzystywane są dla innych celów i nie służą Polakom.

Do większych dokonań należało nabycie gruntu, budowa boiska sokolego w Czerniowcach i ogólnobukowińka narodowa uroczystość poświęcenia tegoż oraz zorganizowanie pierwszej i jedynej Polskiej Organizacji Powiatowej pwiatu stróżenieckiego (1911) dzięki niezwykle ofiarnej pracy Tytusa Czerkawskiego, który ponadto zorganizował w tym powiecie szereg kół dziewcząt względnie kobiet polskich, mających na celu wychowanie patriotyczne wielkiej rzeszy prawych obywatelek przyszłego państwa polskiego.

Wracając do spraw duchowych i religijnych należy zauważyć, że Bukowina była jedynym krajem monarchii Habsburskiej, w którym wyłącznie dzieci polskie w drugiej połowie XIX w. pozbawiono nauki języka ojczystego wbrew obowiązującemu prawu zagwarantowanego konstytucją i zmuszono do nauki religii w języku niemieckim, podczas gdy wszystkie inne narodowości korzystały z wykładów we własnych językach i z lekcji religii w językach ojczystych, niemieckim, rumuńskim względnie rusińskim oraz węgierskim. O zmianę tego stanu rzeczy Polacy toczyli długą walkę, zanim z wielkimi oporami udało się utworzyć szkoły ludowe z polskim językiem wykładowym najpierw w czerniowieckich szkołach ludowych, a potem zaledwie w niektórych szkołach ludowych miasteczek i wsi z dużą ilością Polaków 7.

Współdziałające z innymi bukowińskimi organizacjami polskimi czerniowieckie Towarzystwo Szkoły Ludowej przed 1915 rokiem założyło kilkadziesiąt Czytelni Polskich TSL na przedmieściach Czerniowiec (Kaliczanka, Klokuczka) i w następujących miejscowościach: Bahrynowce, Baniłów n/Seretem, Baniłów n/Czeremoszem, Bojan, Czudyn, Dawidy (Dawidyny) Zrąb, Dornawatra, Dunawiec, Frasyn, Głęboka, Gurahumora, Jackany (Ickany), Karapczów n/Czeremoszem, Kocmań, Krasna, Laurenka, Łużany, Mikułowa Polana, Milijów, Nowa Żadowa, Nowosielica, Nowy Sołoniec, Bukowiec (Paltynosa), Panka, Piotrowce, Plesza, Radowce, Ruda, Sadogóra, Seret, Solka, Stara Huta, Stróżeniec, Terebleszty, Waszkowce n/Czeremoszem, Waszkowce n/Seretem, Wyżnica, Zastawna i Żuczka. Przy większości z nich zaistniały Polskie Kasy Raiffeisena, prywatne szkoły TSL, np. w Bułaju, Łużanach, Pance, Rarańczy i Starej Hucie, kursy języka polskiego i historii ojczystej, a latem półkolonie zwane korpusami wakacyjnymi 8.

Większość tych Czytelni i przedsiębiorstw przy nich istniejących świetnie funkcjonowała, nawet gdy zarządzali nimi ludzie ledwie umiejącymi czytać, pisać i rachować. W większości z nich mimo niewielkich zbiorów kwitło czytelnictwo książek i prasy, odbywały się niedzielne i świąteczne spotkania towarzyskie, popularne odczyty i dyskusje oraz wiece na tematy żywotne, spotkania opłatkowe i przedstawienia jasełkowe w okresie Bożego Narodzenia i święcone w czasie Wielkanocy. Ponadto z okazji świąt narodowych i kościelnych urządzano uroczyste obchody złożone z uroczystych nabożeństw, okolicznościowych przemówień i prelekcji, deklamacji wierszy, śpiewu patriotycznych i religijnych pieśni, amatorskich przedstawień teatralnych i kończących je zazwyczaj zabaw tanecznych. W ten sposób obchodzono uroczyście rocznicę ślubów Jana Kazimierza jako święto Królowej Korony Polskiej oraz rocznicę uchwalenia Konstytucji Trzeciego Maja, rocznice naszych powstań narodowowyzwoleńczych, rocznicę śmierci Adama Mickiewicza, jubileusze ks. Piotra Skargi, Zygmunta Krasińskiego, Juliusza Słowackiego, Józefa Ignacego Kraszewskiego oraz jubileusze istniejących na Bukowinie instytucji i organizacji polskich.

Podobnie oddawano cześć rodakom szczególnie cenionym za ich działalność na rzecz bukowińskich środowisk polskich, jak dr Stanisław Kwiatkowski (poseł sejmowy i radny czerniowiecki oraz prezes Towarzystwa Bratniej Pomocy i Czytelni Polskiej tudzież Towarzystwa Szkoły Ludowej).

Oprócz tego bardzo uroczyście obchodzono jako ogólnobukowińskie wydarzenia narodowe poświęcenie Domów Polskich w Czerniowcach (3 grudnia 1905), Suczawie, Waszkowcach (3 lipca 1910); poświęcenie boiska sokolego w Czerniowcach (4 lipca 1909), powstanie gniazd Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” w Czerniowcach (22 stycznia 1892), Kaczyce (19 maja 1907), Wyżnicy (1903) i Waszkowcach n/Czeremoszem (3 lipca 1910).

Ta rozległa i coraz owocniejsza działalność polskich instytucji i stowarzyszeń na Bukowinie zamarła po wybuchu pierwszej wojny światowej. Znaczna część działaczy podlegających obowiązkowi służby wojskowej została zmobilizowana, najmłodsi ochotniczo zaciągnęli się do Legionów Polskich. Jeszcze inni jako urzędnicy państwowi zostali ewakuowani do Czech względnie w inne rejony Austrii. Z chwilą zajęcia Bukowiny przez Moskali i podczas działań wojennych zniszczono znaczną część szkół, Czytelni Polskich oraz ich zbiorów. Poszukiwanie zaś polskich działaczy narodowych przez władze moskiewskie spowodowało, że niektórzy z nich jak superior kaczycki ks. Wojciech Grabowski czy dr Stanisław Kwiatkowski musieli się ukrywać. Inni, jak wspomniany proboszcz Bojany ks. Jakub Cwynarski za swoją duszpasterską postawę został skazany na zesłanie, z którego już nie powrócił. Jednym słowem bukowińscy Polacy podczas wojny utracili bardzo wiele wybitnych jednostek, bez których po nastaniu pokoju trudno było przywrócić dawną świetność przedwojenną, zwłaszcza iż pod koniec wojny rzezie ukraińskie we wschodniej Małopolsce, przemarsz wojsk polskich i pobyt licznych uchodźców wymagał dużych nakładów i osobistego zatrudnienia.

Przedstawiwszy bardzo ogólny zarys istotnego fragmentu dziejów bukowińskich Polaków pod rządami austriackimi należy go zamknąć kilkoma istotnymi uogólnieniami. Z punktu widzenia prawa obowiązującego w Austrii położenie Polaków na Bukowinie było podobne jak w Galicji. W rzeczywistości było zupełnie inaczej. W przeciwieństwie do położenia Polaków galicyjskich Polacy na Bukowinie byli mniejszością w stosunku do Rumunów i Rusinów i na dodatek, poza nielicznymi osadami wyłącznie lub prawie wyłącznie zajmowanymi przez Polaków, żyli w znacznym rozproszeniu, co przy ówczesnych środkach komunikacyjnych, skazywało ich na izolację od rodaków innych miejscowości. Bezwzględnie wykorzystywały to ówczesne władze zdominowane przez germanizatorów, rumunizatorów i prorusińskie w zależności od układania się warunków politycznych. Uwidoczniało się to przy okresowych (co 10 lat) spisach powszechnych, które zawsze świadomie i z premedytacją pomniejszały liczbę posługujących się językiem polskim jako ojczystym. Temu celowi służyło m.in. wyodrębnienie górali polskich i nazwanie ich Słowakami oraz przypisywane Polakom obcej mowy towarzyskiej tylko dlatego, że tak wbrew oświadczeniom zainteresowanych decydował komisarz spisowy lub inny urzędnik gminny. Tego typu praktyki sprawiały, że urzędowe spisy ludnościowe wykazywały dużo mniejszą liczbę Polaków. Podobne praktyki panowały w niektórych gminach i szkołach, gdzie częstokroć Polakom przypisywano narodowość niemiecką, rumuńską czy rusińską. Wszystko to sprawiało, że chociaż przybywało Polaków, w statystykach szkolnych i urzędowych Polaków ubywało. Z szkół znikał język polski jako wykładowy, a nawet jako przedmiot nadobowiązkowy.

Uświadomienie sobie poniesionych strat przez światlejszych Polaków sprawiło, że uznano za konieczne zorganizowanie społeczeństwa polskiego dla skutecznego przeciwstawienia się niebezpiecznym tendencjom. W miarę powstawania kolejnych organizacji czerniowieckich, a potem rozszerzania ich na inne ośrodki polskie na Bukowinie pod kierownictwem bukowińskiego politycznego Koła Polskiego wzmocniono poczucie narodowe, dumę narodową i stopniowo zaczęto odzyskiwać utracone pozycje. Zjednoczenie wszystkich stanów w pracy dla jednego celu spowodowało, że w wyniku wysiłku wszystkich stowarzyszeń i instytucji polskich m.in. wychowano nowe pokolenie Bukowińczyków, którzy po wybuchu pierwszej wojny światowej masowo i ochotniczo zgłaszali się do Legionów Polskich, służąc głównie w jednostkach II. Brygady, zwanej Żelazną lub Karpacką z racji niezłomności i skuteczności w działaniach bojowych w Karpatach, na Bukowinie, w Besarabii i na Wołyniu.

IV. Bukowińscy Polacy w granicach Wielkiej Rumunii (1918-1940, 1941-1944)

Jak wspomniano w poprzednim rozdziale znaczna część Polaków walczyła podczas pierwszej wojny światowej w formacjach austriackich i polskich. Część z nich poległa na polu chwały, część walczących w Legionach Polskich lub szeregach austriackich zasiliła stan osobowy wojska polskiego i pozostała w Polsce, inna część po trudach wojennych powróciła do swoich rodzin na Bukowinie podobnie jak ewakuowani do Austrii. Znacznie uszczuplone środowiska polskie na Bukowinie próbowały odrodzić i odtworzyć przedwojenne stowarzyszenia i instytucje polskie. Okazało się jednak, że chociaż bukowińscy Polacy w 1918 r. opowiedzieli się za przyłączeniem Bukowiny do królestwa Rumuńskiego i otrzymali zapewnienie ze strony rumuńskiej, iż zachowają należne im prawa narodowościowe z czasów austriackich, to jednak nie doczekali się dotrzymania obietnic. Po pierwszych kilku latach rządów rumuńskich, które miały zgodnie z traktatem wersalskim na obszarze Bukowiny postępować zgodnie obowiązującym prawem austriackim przez dziesięć lat, usunięto język polski z dotychczasowych szkół polskich. Od nauczycieli polskich podobnie jak urzędników polskich zażądano znajomości języka rumuńskiego. Na kierownicze i dyrektorskie stanowiska wprowadzono Rumunów, skutkiem czego wielu dotychczasowych dyrektorów i urzędników rozmaitych przedsiębiorstw, w tym kolejarzy z wysokimi kwalifikacjami zawodowymi i nauczycieli narodowości polskiej poczuło się niepotrzebnymi i opuściło Bukowinę, by udać się do Polski i pracować dla jej odrodzenia. W ten sposób bukowińscy Polacy po poniesionych stratach wojennych zostali pozbawieni kolejnej grupy najpotrzebniejszej inteligencji do odrodzenia względnie zorganizowania się do życia w nowych i mniej korzystnych warunkach. Według obliczeń Karola Schwanna w roku 1923 w okręgu Konsulatu Generalnego w Czerniowcach na Bukowinie znajdowało się 40000 Polaków, z czego połowa znajdowała się w czterech miejscowościach (Czerniowce – 16250, Stróżeniec – 1500, Nowy Sołoniec – 1300, Waszkowce – 1190), a reszta w dwudziestu czterech miejscowościach 9.

Większość przedwojennych instytucji i stowarzyszeń nie mogła istnieć i działać. Takim stowarzyszeniem okazało się dawniejsze polityczne Koło Polskie, Towarzystwo Szkoły Ludowej, inne musiały zmienić statuty i swój charakter. Zaszła potrzeba tworzenia nowych stowarzyszeń dostosowanych do narzuconych ograniczeń. Nawet bukowińskie parafie i zgromadzenia zakonne nie mogły nadal należeć do zwierzchności znajdujących się Polsce. W połowie lat dwudziestych XX. w. bukowińskie rzymskokatolickie i ormiańskokatolickie parafie oderwano od archidiecezji lwowskich i przyłączono do diecezji w Jassach, a bukowińskie zgromadzenia zakonne stały się zalążkami podprowincji formalnie niezależnych od zgromadzeń macierzystych w Polsce. Polacy pragnący nadal pozostać na Bukowinie musieli przyjąć obywatelstwo rumuńskie. To samo dotyczyło osób konsekrowanych. A mimo to nie mieli prawa pełnić funkcji kierowniczych w przedsiębiorstwach rumuńskich i posiadać drukarni.

Mimo bardzo znacznego uszczuplenia grona najaktywniejszych działaczy, Polacy rozpoczęli intensywną pracę nad zorganizowaniem się od nowa i kontynuowanie działalności sprzed wojny. Nadal najaktywniejsze okazało się środowisko czerniowieckie. Jednym z przejawów tego było polskie czasopiśmiennictwo.

Pierwszym niezależnym organem polskim stał się Głos Ludu, którego pierwszy numer ujrzał światło dzienne przed schyłkiem 1918 r. Tygodnik ten od samego początku był wyrazicielem opinii jednego z nowych ugrupowań, które chciało przewodzić Polakom nie tylko bukowińskim, ale całej Wielkiej Rumuni. Redakcją pisma kierował były redaktor przedwojennej Gazety Polskiej, Henryk Stanisław Zucker (1863-1932). Niebawem obok tego pisma w roku 1921 zaczęła się pojawiać Bukowińska Gazeta Polska, z ktorej artykułów programowych wynikało, iż nawiązując do przedwojennego dorobku polskiego na Bukowinie pragnie kontynuować politykę wcześniejszego Koła Polskiego i programu Gazety Polskiej z lat 1883-1914. Nie wiadomo, kto ją wydawał i redagował. Być może głównym jej sprawcą był dr Stanisław Kwiatkowski i ktoś z jego najbliższego kręgu, kto deklarował: Gazeta ta będzie służyć tylko myśli narodowej, ale takiej, jak ją odczuwa serce polskie, proste! Serce niewykoślawione pychą, nieprzykute do rydwanu przełożonych, nie przygniatane obawą niełaski ministrów, niezatrute myślą o zasługiwaniu się awansu lub intratnej posady! W Gazecie będą tylko głosy takich serc, w których panuje jedna myśl POLSKA! 10

Żywot Bukowińskiej Gazety Polskiej był krótki, najprawdopodobniej kilkumiesięczny, ale być może nie bezowocny, bo pod koniec 1922 r. Głos Ludu przemianował się na Gazetę Polską, która z czasem nazwana zostala Czerniowiecką Gazetą Polską, która do początku lat trzydziestych reprezentowała poglądy jednej z orientacji bukowińskich Polaków. Z czasem w połowie lat dwudziestych pojawił się Głos Prawdy, wydawany przez jeszcze inne ugrupowanie nazwane Kołem Polskim, a któremu przewodził dr Grzegorz Szymonowicz. Pismo to, początkowo wydawane dwa razy w tygodniu, później jako tygodnik, od samego początku ostro walczyło z Gazetą Polską jako organem ugrupowania uprawiającego zupełnie odmienną politykę. Ciągłe utarczki między obydwoma ugrupowaniami i ich organami nie służyły zjednoczeniu i zorganizowaniu się Polaków bukowińskich, besarabskich i mieszkających w całej Rumunii. W roku 1930 na krótko do istniejących wydawnictw prasowych dołączył Głos Ludu, organ ludzi pracy nie akceptujących ideologii socjalistycznych. W pierwszym powojennym dziesięcioleciu niewielki wpływ na rozgardiasz w środowiskach polskich wywarł fakt istnienia ambasady Rzeczypospolitej Polskiej w Bukareszcie i pierwszych czerniowieckich konsulów RP 11. Dopiero dzięki następnym konsulom i części działaczy bukowińskich jak ks. prałat Andrzej Łukasiewicz 12, dr Aleksander Skibniewski z Głębokiej, Tytus Czerkawski z Baniłowa n/Seretem oraz innych przywódców organizacji polskich udało się zażegnać wewnętrzne konflikty, powołać do życia Komitet Porozumiewawczy z jego organem prasowym Polak w Rumunii (1931-1933) i za ich pośrednictwem ponownie scalić środowiska polskie, czego ostatecznym przypieczętowaniem w roku 1933 stał się Związek Stowarzyszeń Polskich w Rumunii, Polski Związek Szkolny, Kurier Polski w Rumunii (1933-1939) z jego dodatkami Kurier dla dzieci; Kurier kobiecy; Kurier młodzieżowy; Głos młodzieży polskiej w Rumunii; Kurier rolniczo-ogrodniczy i handlowy i samodzielnym wydawniczo pt. Młodzi (1936) 13.

Wszystkie te czasopisma jako reprezentujące odmienne punkty widzenia nie odegrały takiej roli jak Gazeta Polska w latach 1883-1914. Również najstarsze organizacje jak Polskie Towarzystwo Bratniej Pomocy i Czytelni Polskiej, Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” , Stowarzyszenie Rękodzielników Polskich „Gwiazda”, Towarzystwo Akademików Polskich „Ognisko” czy „Lechia” w nowych okolicznościach nie posiadały warunków do rozwinięcia działalności na taką skalę, jak przed wybuchem wojny. Podobnie Polska Macierz Szkolna, a po niej Polski Związek Szkolny mimo najlepszych chęci nie były w stanie kontynuować działalności na taką skalę, jak istniejące przed nimi Towarzystwo Szkoły Ludowej, które jeszcze w pierwszych latach powojennych doprowadziło do wzniesienia szeregu Domów Polskich na prowincji 14 , uruchomić na nowo Czytelnie i Szkoły Polskie. Jednakże po pierwszych kilku latach władze rumuńskie ograniczyły tę działalność do czynności natury prywatnej, co pociągnęło za sobą pozbawienie dzieci polskich ojczystego języka wykładowego, a najczęściej nauki tegoż języka jako przedmiotu. Polska Macierz Szkolna, a potem Polski Związek Szkolny próbowały zrekompensować te straty przez urządzanie prywatnych szkółek i kursów języka polskiego. Jednakże skromne środki finansowe nie wystarczały na objęcie kształceniem wszystkich dzieci i całej młodzieży. Emil Biedrzycki podaje na podstawie sprawozdań PZS z połowy lat trzydziestych XX w., że nauką polszczyzny w prywatnych polskich szkołach powszechnych na całej Bukowinie objętych było zaledwie 900 uczniów, a w szkołach państwowych 1718, gdy z kursów języka polskiego korzystało zaledwie 166 osób. Było to stanowczo za mało w stosunku do potrzeb kilkudziesięciotysięcznej mniejszości polskiej na Bukowinie.

Ograniczone działania towarzystw oświatowych okresu międzywojennego w jakimś stopniu były wspierane przez inne legalnie działające organizacje, m.in. powstałe w tym okresie, jak podporządkowany rumuńskiemu przywództwu Związek Harcerstwa Polskiego, Związek Byłych Ochotników Wojsk Polskich oraz ogólnorumuński Komitet Wychowania Fizycznego. Ten ostatni rozwinął na znaczną skalę ruch sportowy wśród młodzieży polskiej. Doprowadził do powstania całego szeregu klubów sportowych pod nazwami polskimi i rywalizacji między nimi w urządzanych rozgrywkach w wielu dyscyplinach sportowych, lekkoatletycznych i gier zespołowych. Związek Byłych Ochotników Wojsk Polskich poprzez swoich delegatów urządzał spotkania z rodakami, aby przy tej sposobności wygłaszać odczyty i rozdawać wydawnictwa polskie.

Wszystkie polskie organizacje i instytucje we współdziałaniu z rzymskokatolickimi i ormiańskokatolickimi kapłanami polskimi nadal urządzały uroczyste obchody świąt kościelnych i narodowych jak poprzednio, ale wzbogaconych o obchody rocznicy odzyskania niepodległości 11 listopada 1918 r, zwycięskiej bitwy warszawskiej 15 sierpnia 1920 r., rocznicy szarży rokitniańskiej (13 czerwca 1915 r.), wymarszu pierwszych drużyn bukowińskich do powstających Legionów Polskich (25 sierpnia 1914 r.), imienin marszałka Józefa Piłsudskiego (19 marca), Święta Morza itd.

To rozwijało się i trwało do napaści niemiecko-radzieckiej na Polskę we wrześniu 1939 r. Po tej dacie wszystko to zamarło wskutek skupienia się na wszechstronnej pomocy dla uchodźców z Polski. Sprawie uchodźców podporządkowane zostały zainteresowania czerniowieckiego Kuriera Polskiego w Rumunii i całej bukowińskiej społeczności polskiej przede wszystkim w tych miejscowościach, przez które przejeżdżały wielotysięczne rzesze żołnierzy i cywilów, potrzebujących żywności, noclegów i moralnego wsparcia. Wraz z tą falą uchodźców na Zachód odpłynęła również pewna ilość bukowińskiej młodzieży polskiej. Najaktywniejsza część bukowińskiego społeczeństwa – w tym duchowni - włączyła się do prac konspiracyjnych na rzecz Rzeczypospolitej. Poza tym życie zwłaszcza środowisk prowincjonalnych znacznie zubożało i sprowadzało się głównie do praktyk religijnych. Przyczyniły się do tego: okazywana nieufność władz rumuńskich i przeprowadzane w domach polskich rewizje. Ten stan rzeczy utrzymywał się do schyłku czerwca 1940 r.

V. Rozdwojenie Bukowiny w wyniku drugiej wojny światowej
i jego następstwa dla Bukowińczyków narodowości polskiej


Trzy kwartały po rozdrapaniu Polski przez Niemcy i Związek Sowiecki podobny los spotkał Bukowinę, której północną część zagarnął Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, południową pozostawiając przy Rumunii. Wskutek tego wielu Polaków pełniących funkcje urzędowe w Rumunii oraz ziemianie uszli do Rumunii. Pozostali na miejscu doświadczyli losu charakterystycznego dla obywateli radzieckiego totalitaryzmu. Jednych wywieziono na Syberię 15, innych rozmaitymi środkami naglono do kołchozów, wszystkim utrudniano praktyki religijne, m.in. młodzież szkolną zmuszano do udziału w lekcjach w dni świąteczne, jak Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Równocześnie tajemnie przygotowywano listy Polaków do kolejnych deportacji. W tym czasie nie działały żadne organizacje polskie, a ich wcześniejszy dorobek w znacznej części został rozproszony lub zniszczony.

W przeciągu kilku miesięcy rozwinęła się niemiecka akcja propagandowa zmierzająca do repatriacji Niemców. Ponieważ część Polaków znajdowała się w mieszanych związkach małżeńskich z Niemcami, u schyłku 1940 r. wraz z Niemcami opuściła Bukowinę. Do Niemiec wyjechali też Polacy obawiający się aresztowania i zsyłki „na białe niedźwiedzie”. Od jesieni 1940 do 1946 katolikami na północnej Bukowinie byli wyłącznie Polacy. Być może ta sprawa inaczej wyglądała na Bukowinie południowej, gdzie może ktoś z Niemców nie uległ nachalnej agitacji i pozostał w Rumunii. Jest pewne, że wskutek akcji wyjazdowej do Niemiec znowu skurczyła się liczba Polaków na Bukowinie.

Po najeździe niemieckim 22 czerwca 1941 r. na ZSRR północna Bukowina ponownie wróciła pod rumuńskie panowanie. Ale to panowanie zdecydowanie różniło się od rządów króla Karola II. Rumunia sprzymierzona z Niemcami zmieniła stosunek do Polaków, a ponieważ toczyła wojnę z Sowietami powoływała do wojska również Polaków będących rumuńskimi obywatelami. Tym spośród nich, którzy władali językiem niemieckim, stwarzano możliwość służby w wojsku niemieckim. Jak na ironię udało się niektórych zbałamucić i ubrać w mundury niemieckie. Ta współpraca niemiecko-rumuńska zaowocowała m.in. aresztowaniem wielu Polaków za patriotyczną działalność w okresie przedwojennym i po niemiecko-radzieckim najeździe na Polskę. Ofiarami tej współpracy padło też kilku polskich księży, m.in. długoletni waszkowiecki proboszcz i działacz narodowy ks. Marceli Zawadowski, czerniowiecki proboszcz parafii ormiańskokatolickiej i działacz polski okresu międzywojennego ks. prałat Andrzej Łukasiewicz. Dla pierwszego z nich pobyt zakończył się śmiercią. Nie wiadomo, ilu Polaków zginęło w więzieniach, a ilu na frontach.

Ostatecznie sojusz rumuńsko-niemiecki zakończył się fatalnie dla Rumunii, północnej Bukowiny i zamieszkujących ją Polaków, którzy wiosną 1944 r. ponownie znaleźli się pod rządami bolszewickimi. Wkrótce potem także na północnej Bukowinie zaczęły się nieliczne banderowskie mordy na Polakach i napady na majątki i obiekty przemysłowe – puszczane z dymem. Noce rozświetlane łunami pożarów przez długi czas wytrącały Polaków ze snu i budziły powszechną trwogę. Tymczasem władze radzieckie zarządziły pobór do wojska, pozostawiając w domach starców, kobiety z nieletnimi dziećmi i młodzieżą. Przez dłuższy czas nie był znany los powołanych do wojska, aż w końcu okazało się, iż oni znaleźli się w wojsku polskim. To z czasem dało podstawę do ubiegania się o wyjazd ich rodzin do Polski.

Poza tym życie biegło zwyczajnym trybem realnego komunizmu. Rodziny pozbawione sprawnych mężczyzn obciążano podatkami i obowiązkowymi dostawami (zboża, mięsa, nabiału i innych płodów rolnych) przekraczającymi rzeczywiste możliwości. Do tego dochodziły: nocne wyłapywanie młodzieży obojga płci do pracy w Dombasie, brak skutecznej ochrony przed banderowcami, ograniczenie swobody poruszania się (na każde oddalenie się z miejsca zamieszkania należało uzyskać jednorazową przepustkę). Okoliczności doprowadziły do tego, że kiedy pojawiła się możliwość wyjazdu do Polski, w pierwszym rzędzie rodziny wojskowe nie bez rozterek 16 zgłosiły się do komisji ewakuacyjnej. Potem uczynili to inni, tak że w przeciągu lat 1945-1946 transportami wyjechało przynajmniej 10573 Polaków, po których na Bukowinie północnej pozostały tylko ich majątki wartości 3332837 rubli, w tym ponad 1666,41 ha ziemi oraz 294088 budynków wartości 3281225 rubli, kościoły, kaplice i cmentarze oraz znacznie mniej liczni rodacy 17, częstokroć w małżeństwach mieszanych. Zdarzały się przypadki, że rodzice z częścią dzieci pozostawali, podczas gdy reszta potomstwa wyjeżdżała do Polski, skazując się na długotrwałe rozstanie bez możliwości kontaktowania się z rodzinami. Polacy pozostali na Bukowinie do 1990 nie liczyli się jako odrębność narodowa. Zarówno po stronie ukraińskiej jak i rumuńskiej polskość i wiarę katolicką zachowywali dzięki nielicznym księżom i prywatnym zabiegom. Dopiero po 1990 r. zaistniała możliwość tworzenia narodowych organizacji i uczenia się języka polskiego. Na Bukowinie północnej powstało Towarzystwo Kultury Polskiej im. Adama Mickiewicza, na Bukowinie południowej – Związek Polaków w Rumunii, który nawiązawszy do dawniejszych tradycji rozwinął działalność w skali całej Rumunii, od przeszło dwudziestu lat wydaje czasopismo Polnus, które informuje o życiu bieżącym Bukowińczyków, a od 2009 publikuje miesięcznymi odcinkami Kronikę bukowińskich Polaków. Jak niegdyś Czerniowce, tak obecnie Suczawa jest głównym ośrodkiem życia polskiego na Bukowinie i w całej Rumunii, czego wyrazem są corocznie urządzane suczawskie Dni Polskie a w ich ramach sympozja naukowe, owocujące tomami drukowanych materiałów.

Zgoła inaczej miała się sprawa Bukowińczyków z południowej części. Tam akcja ewakuacyjna odbywała się na odmiennych warunkach, rozpoczęła się później i trwała dłużej. Ostatecznie Polacy z całej Bukowiny zostali osiedleni na ziemiach odzyskanych, czyli głównie na Dolnym Śląsku, w Lubuskiem i na Pomorzu Zachodnim. Z kresów jagiellońskich zostali przerzuceni na kresy zachodnie Rzeczypospolitej. Dwa transporty, jeden z Żadowy i okolic pod koniec 1945 r. oraz drugi ze Stróżeńca na początku 1946 r. dotarły do Lubania. Przybysze z pierwszego osiedlili się głównie w Pisarzowicach, z drugiego – w Uniegoszczy i Lubaniu. Ile ich przybyło transportami, a ile w inny sposób, np. mężczyźni zdemobilizowani z wojska polskiego czy przebywający w Niemczech od 1940 r., tego niepodobna obliczyć bez szczegółowych badań dokumentacji archiwalnej.

Kilka wzmianek powyżej wskazuje, że bukowińskie społeczeństwo polskie było zróżnicowane. W Czerniowcach i pomniejszych miastach znajdowali się ludzie z wyższym i średnim wykształceniem: lekarze, farmaceuci, prawnicy, ekonomiści, inżynierowie, technicy, duchowni, nauczyciele, rzemieślnicy różnych zawodów pełniący ważne funkcje państwowe i samorządowe, w miasteczkach i na wsiach przede wszystkim rolnicy, rzemieślnicy i nieliczne jednostki inteligencji – ogromny potencjał intelektualny, zawodowy i majątkowy.

Zakończenie

Krótki zarys kilkuwiekowych dziejów naszych rodaków bukowińskich pokazuje, iż nie tylko zdołali zachować tożsamość narodową, ale i godnie walczyli o odzyskanie niepodległego państwa polskiego. Wytrwałą pracą i przelaną krwią w walkach dali podstawę do wniosku: Odkąd Polska Polską, a Bukowina Bukowiną, obie te krainy z polskości słyną.

Bibliografia załącznikowa

Emil Biedrzycki: Historia Polaków na Bukowinie. Kraków 1973.

Jan Bujak: Bukowina – rzymskokatolickie obiekty sakralne. [w:] Świat relacji polsko-rumuńskich. Suceava 2012, s. 319-336.

Jan Bujak: Bukowińczycy na miarę czasów. Życie i działalność księży polskich na Bukowinie [w:] Polonus. Wydanie specjalne. Suceava 2003, s. 33-50.

Jan Bujak: Bukowińczycy na miarę czasów [w:] Bliżej siebie. Relacje polsko-rumuńskie. Suceava 2003, s. 232-242.

Jan Bujak: Czasopiśmiennictwo Polaków bukowińskich wobec napaści niemiecko-radzieckiej na Polskę we wrześniu 1939 r. [w:] Druga wojna światowa na tle stosunków polsko-rumuńskich. Suceava 2000, s. 90-112.

Jan Bujak: Czytelnia Polska w Nowej Żadowie (1907-1945) [w:] Annales Universitatis Pedagogicae Cracoviensis. Kraków 2009, s. 245-257.

Jan Bujak: „Gazeta Polska” 1883-1914. Kraków 2013.

Jan Bujak: Ksiądz infułat Wojciech Grabowski – superior Księży Misjonarzy, proboszcz w Kaczyce. [w:] Kontakty polsko-rumuńskie na przestrzeni wieków. Suceava 2001, s. 125-131.

Jan Bujak: Migracje Bukowińskich Polaków w latach 1939-1950 [w:] We wspólnocie narodów i kultur. Suceava 2008, s. 15-27.

Jan Bujak: „Nowa Polska” (Bukareszt-Czerniowce 1939-1940). Rocznik Historii Prasy Polskiej. 2005 T. 8, z. 2, s. 71-98.

Jan Bujak: Polacy w 600-leciu Czerniowiec [w:] Relacje polsko-rumuńskie w historii i kulturze. Suceava 2010, s. 365-398.

Jan Bujak: Święta Anna. Kraków 2005

Jan Bujak: Wyboista droga oświaty polskiej na Bukowinie [w:] Polacy z Bukowiny. Żary 2002, s. 131-141.

Jan Bujak: Z dziejów Kościoła katolickiego na Bukowinie. [w:] Bukowina po stronie diałogu. Sejny 1999, s. 164-175.

Jan Bujak: Zaczyny dziennikarstwa polskiego na Bukowinie. Kraków 2006.

Grzegorz Cicimirski: Polacy na Bukowinie i zadania oświatowe TSL. Kraków 1907.

Anna Danilewicz: Z rumuńskiej Bukowiny na Dolny Śląsk. Kraków 2004.

Kazimierz Feleszko: Bukowina moja miłość. T. 1-2. Warszawa 2002.

s. Teresa Frącek RM: Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w latach 1939-1945. Warszawa 1981.

Eugeniusz Kłosek: Świadomość etniczna i kultura społeczności polskiej we wsiach Bukowiny rumuńskiej. Wrocław 2005.

Marius Petraru: Polacy na Bukowinie w latach 1775-1918. Kraków 2004.

Polacy w Rumunii mówią o sobie. Wybór, opracowanie tekstu, przypisy i wstęp Anna Mamulska. Lublin, Leszno 2000.

Otton Mieczysław Żukowski: Bukowina pod względem topograficznym, statystycznym i historycznym ze szczególnym uwzględnieniem żywiołu polskiego. Czerniowce, Lwów 1914.

Notatka biograficzna

Jan Bujak urodził się 16 maja 1935 r. w rodzinie polskiej w Nowej Żadowie na Bukowinie, która w tym czasie należała do Królestwa Wielkiej Rumunii. Tutaj w atmosferze katolickiej i polskiej przeżył pierwszych 10 lat swojego żywota, pokoju i wojny, będąc uczestnikiem życia środowiska polskiego i świadkiem uchodźstwa polskiego w 1939 r, dwukrotnego zajęcia Bukowiny przez Czerwoną Armię (koniec czerwca 1940 i wiosna 1944 r.) oraz bolszewickich represji w latach 1940-1941 i 1944-1945. Pod koniec 1945 r. jako członek licznej rodziny przybył do Lubania i osiadł w Pisarzowicach. Po edukacji podstawowej i średniej (Pisarzowice, Lubań), studiach polonistycznych na Uniwersytecie Wrocławskim w charakterze profesora języka polskiego pracował w szkołach Oleśnicy, Lubania i Krakowa (LO, ZSZ, Technikum Ekonomiczne i Włókienniczo Mechaniczne, 1958-1976), a następnie po uzyskaniu stopnia doktorskiego (1974) jako adiunkt Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie (1976-2000). Oprócz zajęć dydaktycznych z różnych przedmiotów prowadził badania naukowe. Współpracował z redakcjami Polskiego Słownika Biograficznego, Zeszytów Prasoznawczych, uczestniczył w krajowych i międzynarodowych konferencjach naukowych, od 1999 r. aż dotąd wygłasza referaty na sympozjach corocznie organizowanych przez Związek Polaków w Rumunii. Jego aktywność badawcza zaowocowała powstaniem Fundacji Bukowińskiej Bratniej Pomocy, licznymi publikacjami w popularnych (np. Kronika bukowińskich Polaków w suczawskim Polonusie) i specjalistycznych wydawnictwach naukowych oraz kilkoma książkami. powrót

Przypisy

1. Decyzja papieża została zawarta w liście apostolskim Summi dispositione rectoris z 24 lipca 1370 r., w którym biskupom Pragi, Krakowa i Wrocławia zlecono wykonanie wszystkich czynności związanych z przyjęciem Mołdawian do Kościoła rzymskokatolickiego: erygowanie biskupstwa w Serecie, ustalenie jego granic, wyjęcie spod jurysdykcji wschodniego metropolity halickiego, podporządkowanie bezpośrednio stolicy apostolskiej, podniesienie do rangi katedry jednego z miejscowych kościołów, a w przypadku braku takowego, wybudowanie zupełnie nowej świątyni. powrót

2. Bliższe szczegóły znajdują się w artykule podpisanego pt. Z dziejów Kościoła katolickiego na Bukowinie [w:] Bukowina po stronie dialogu, Sejny 1999, s. 164-175. powrót

3. Mamy tu na myśli coroczne schematyzmy Archidiecezji Lwowskiej obrządku łacińskiego z XIX. i XX. w.; Emila Biedrzyckiego Historia Polaków na Bukowinie (Kraków 1973) ; Grzegorza Cicimirskiego Polacy na Bukowinie i zadania oświatowe TSL (Kraków 1907); Ottona Mieczysława Żukowskiego Bukowina pod względem topograficznym, statystycznym i historycznym ze szczególnym uwzględnieniem żywiołu polskiego (Czerniowce, Lwów 1914); Mariusa Petraru Polacy na Bukowinie w latach 1775-1918 (Kraków 2004) i szereg publikacji J.Bujaka łącznie z najświeższą pt. Gazeta Polska 1883-1914 (Kraków 1913). powrót

4. Jakub Petrowicz był potomkiem rodziny szlacheckiej. Urodził się w Bossańczy w powiecie suczawskim 24 lipca 1815, zmarł 1899 r. Nauki początkowe pobierał częścią w domu rodzicielskim w Bossańczy, częścią w suczawskiej szkole ludowej. Do szkoły średniej uczęszczał w Czerniowcach i ukończył ją w 1831 r. Potem z oddawał się gospodarstwu rolnemu i pod okiem ojca oraz brata dr. Krzysztofa stał się wybitnym teoretykiem i praktykiem przede wszystkim w rolnictwie. Ożenił się z Antoniną Mikulową, córką Stefana Mikulego, a siostrą Karola Mikulego, dyrektora lwowskiego Towarzystwa Muzycznego. Po ożenku osiadł we wsi rodzinnej Werenczanka i w krótkim czasie dzięki wzorowemu zarządowi podniósł wydajność gospodarstwa. Będąc właścicielem realności w Czerniowcach w roku 1864 został wybrany radnym miejskim , a następnie pierwszym prezydentem m. Czerniowce. W przeciągu jednej trzyletniej kadencji pod wielu względami odmienił miasto do niepoznania. W poczuciu odpowiedzialności za majątek rodzinny odmówił kandydowania na burmistrza w następnej kadencji. Za pracę burmistrzowską został odznaczony Orderem Żelaznej Korony III. klasy, a Rada Miasta w uznaniu jego zasług umieściła jego portret naturalnej wielkości w sali prezydialnej Magistratu (Wg. Jakub Petrowicz. Pierwszy prezydent miasta Czerniowce (Wspomnienie z okazji 10-ej rocznicy zgonu). Gazeta Polska 1909, nr 97, s. 3). powrót

5. Szersze omówienie dotyczące polskiego teatru, Bratka oraz następnych czasopism polskich w Czerniowcach czytelnik znajdzie w: Zaczyny dziennikarstwa polskiego na Bukowinie (Kraków 2006). powrót

6. Zainteresowani sprawą więcej wiadomości znajdą w artykule J. B. Bukowina – rzymskokatolickie obiekty sakralne [w:] Świat relacji polsko-rumuńskich. Suceava 2012, s. 319-336. Oprócz ogólnego zarysu dziejów tegoż budownictwa jest tam wykaz miejscowości i obiektów sakralnych wraz szczegółowymi informacjami o niektórych, jeżeli udało się do nich dotrzeć. powrót

7. Więcej szczegółowych wiadomości na powyższy temat zainteresowani znajdą w ostatnio wydanej monografii pt. Gazeta Polska 1883-1914, Kraków 2013, gdzie m.in. jest mowa o szkołach ludowych w: Baniłowie n/Czeremoszem, Bojanie, Bułaju, Czerniowcach, Denesówce, Dunawcu i Laurence, Głębokiej, Gogolinie, Gurahumorze, Jackanach, Kocmaniu, Łużanach, Mikułowej Polanie, Nowej Żadowie, Nowosielicy, Pance, Piotrowcach, Pleszy, Radowcach, Rarańczy, Rudzie, Sadogórze, Starej Hucie, Stróżeńcu, Suczawie, Tereblesztach, Toporowcach i Waszkowcach n./Czeremoszem. powrót

8. Bliższe wiadomości na ich temat w: Gazeta Polska 1883-1914, Kraków 2013. powrót

9. Dunawiec z Laurenką – 930, Bojan – 920, Kaczyka – 900, Suczawa – 890, Głęboka – 800, Mikułowa Polana – 700, Kocmań 560, Żadowa – 450, Radowce – 430, Seret – 430, Panka – 390, Plesza – 375, Bułaje – 360, Łużany – 330, Baniłów n/Czeremoszem – 320, Jackany – 310, Ruda – 310, Gurahumora – 300, Wyżnica – 300, Zastawna – 260. powrót

10. Co zmusiło lud polski na Bukowinie powołac do życia Niezawisłą Radę Ludu Polskiego? Bukowińska Gazeta Polska 1921, nr 1, s. 2. powrót

11. Pierwszym konsulem honorowym Rzeczypospolitej był wielce zasłużony dla Bukowiny, Czerniowiec i bukowińskich Polaków dr Stanisław Kwiatkowski (1862-1925), wybitny lekarz, ordynator szpitala czerniowieckiego, radny miasta Czerniowiec, poseł na sejm bukowiński, wieloletni prezes czerniowieckiego Towarzystwa Bratniej Pomocy i Czytelni Polskiej, Czerniowieckiego Koła Towarzystwa Szkoły Ludowej, założyciel pierwszego prywatnego Gimnazjum Polskiego w Czerniowcach – jeden z najwybitniejszych i najofiarniejszych działaczy narodowych. Po nim urząd konsula RP w latach 1920-1928 pełnił Eustachy Lorenowicz. Następnie placówkę objął Mieczysław Grabiński na okres 1930-1933. W latach 1933-1940 urząd Konsula Generalnego RP w Czerniowcach sprawnie i nader owocnie piastował z wielkim pożytkiem dla bukowińskich Polaków Marian Uzdowski. powrót

12. Ks. prał. Andrzej Łukasiewicz (1879-1951) w tym czasie był proboszczem parafii ormiańskokatolickiej w Czerniowcach i zapisał się w pamięci Ormian Polskich i Polaków bukowińskich jako bardzo czynny i ceniony patriota tudzież społecznik. Jego mądrym zabiegom Polacy i Ormianie Polscy zawdzięczają powołanie Komitetu Porozumiewawczego, który doprowadził do zjednoczenia wszystkich Polaków i ich organizacji w jednym Związku Stowarzyszeń Polskich w Rumunii, zawieszenia kilku zwalczających się periodyków polskich i wydawania w ich miejsce Polaka w Rumunii, organu tegoż Komitetu. Księdzu prałatowi A. Łukasiewiczowi wiele zawdzięczają zasłużone dla kultury polskiej Towarzystwo Bratniej Pomocy i Czytelni Polskiej w Czerniowcach – macierz niemal wszystkich organizacji polskich na Bukowinie i w Rumunii, którym prezesował w okresie międzywojennym. Za jego sprawą pojawił się Kurier Polski w Rumunii. Tygodnik. Organ Związku Stowarzyszeń Polskich, który z upływem czasu i okoliczności politycznych zmienił tytuł i podtytuł, po wybuchu wojny stał się organem wszystkich Polaków nie tylko stale, ale i przejściowo przebywających w Rumuni i na uchodźstwie. powrót

13. Więcej wiadomości o Kurierze Polskim w Rumunii znajduje się w referacie J. B. pt. Czasopiśmiennictwo Polaków bukowińskich wobec napaści niemiecko-radzieckiej na Polskę we wrześniu 1939 r. [w:] Druga wojna światowa na tle stosunków polsko-rumuńskich. Suceava 2000, s. 90-112. powrót

14. W okresie międzywojennym istniały i funkcjonowały Domy Polskie m.in. w następujących miejscowościach: Baniłów, Czerniowce, Dawidy Zrąb, Dunawiec, Jackany-Dworzec, Głęboka, Kaczyka, Karapczów, Kocmań, Laurenka, Łukawiec, Mikułowa Polana, Nowa Żadowa, Nowy Sołoniec, Panka, Plesza, Sadogóra, Stróżeniec, Suczawa, Waszkowce, Wyżnica i Zastawna. powrót

15. Jako jeden z typowych a tragicznych przypadków przytoczyć można sprawę dwu rodzin Czmilaków ze Stróżeńca. Najpierw trzej kilkunastoletni chłopcy, Wawrzyniec, syn Józefa i Marii, Bronisław i Władysław, synowie Franciszka i Heleny zostali skazani na obozy za próbę ucieczki do Rumunii, a potem rodziców dwu synów wysłano na Syberię względnie do Kazachstanu. Wszelki ślad po trzech młodzieńcach zaginął. powrót

16. Powodem rozterek było to, że bukowińscy Polacy posiadali własne nieruchomości. W miastach byli właścicielami domów jednorodzinnych, wielorodzinnych kamienic, willi i pałaców; na wsiach – wielkich majątków ziemskich z obszernymi zabudowaniami dworskimi lub różnej wielkości gospodarstw włościańskich. Pozostawienie cennego wielopokoleniowego dorobku bez jakiejkolwiek rekompensaty nie przychodziło łatwo, zwłaszcza iż nikomu nie udzielano gwarancji uwłaszczenia na terenie Polski mającej odzyskać niepodległość. Jednakże w końcu górę brało polskie poczucie narodowe i świadomość, że pod rządami komunistycznymi nie ma żadnych widoków na polepszenie bytu. powrót

17. Tutaj należy zauważyć, że na 12019 zgłoszonych do wyjazdu z północnej Bukowiny aż 1446 z rozmaitych względów ostatecznie nie ruszyło się z miejsca. powrót


©Jan Bujak
www.jas-czytalski.pl