na wernisaże Uczestników Warsztatu Terapii Zajęciowej, ul. Emaus 18

na wernisaże Vankukusia na wernisaże WTZ Kr. Jadwigi 81

WIDOK NA KOPIEC KOŚCIUSZKI

wystawa: Uczniowie Wyspiańskiego

Z okna pracowni widzę Kopiec
w jesiennej mgle, w zimowej bieli –
miliony tęsknot i uniesień
tych którzy dat nie zapomnieli.

Kopiec pytajnik i wykrzyknik –
wzniosłe wezwanie i czuwanie,
lecz nade wszystko trwanie wielkie,
jutra codzienne budowanie.

Widzę jak starzec uśmiechnięty
z mgieł i błękitów się wyłania,
jak dłoń wyciąga i na zboczach
pisze życzenia – przykazania.

Jak słów korytem ludzki strumień
spływa nabożnie i radośnie,
jak ogromnieje w wielką wodę –
mocą wolności w sercach rośnie.

I widzę brzask i wielką chwałę
dnia, w którym woda zniesie tamy,
i pragnę z wami być Kochani –
tę wizję więc oprawiam w ramy.

I jak widzicie jestem z wami,
mocą życzenia – przykazania,
wiecznie obecny w nad-uśmiechu,
który z błękitu się wyłania.

Ów starzec tu – z dziecięcą twarzą,
zachęca mnie życzliwym gestem:
Jesteś podobny do mnie Stasiu
bądź wolny, jako i Ja Jestem!


17. 10. 2007







W SZKOLE TALENTÓW

Zbyszkowi Perzanowskiemu
i Talentom, które pielęgnuje
z okazji wystawy pt.:
fotoPORTRET ART TERAPII

Do malowania służą farby,
pigmenty, grunty i spoiwa,
więc, żeby obraz namalować,
trzeba właściwie ich używać.

Zwykle zaczyna się od bieli:
kładzie się na niej pozostałe
barwy, odcienie, plamy, plamki;
słowem – to wszystko, co nie białe.

A gdy się kładzie, to się widzi,
że one niszczą ją namiętnie –
znaczą kolonie i imperia...
– pola ustąpią, lecz niechętnie.

W tej sytuacji tylko talent
potrafi kiełznać samowolę:
mieszać, przygaszać, nawet zbielać,
i dominować nad kolorem.

Lecz zanim zyska, zanim pojmie
powszednią paradoksu sztukę,
złączenia wody, ognia – w dzieło,
musi się udać na naukę.

W szkole talentów nie ma katedr,
pulpitów, tablic, sztalug, ławek;
nie ma kolegów, podręczników
– tylko codzienny siebie skrawek.

Ognik maleńki na powierzchni
i w głębi świata – jednocześnie;
pragnienie prawdo-podobieństwa
w każdym oddechu – nawet we śnie.

W szkole talentów – lekcje siebie:
bycie na zewnątrz oraz w środku,
bycie w nadziei i w pewności,
bycie w spełnieniu i w zarodku...


Kolory, kształty i tematy
wiedzą, że talent jest ich szansą:
kiedy się zjawia – pokornieją,
i dostrajając się, nie tłamszą.

06. 04. 2008







NOKTURN ZWIERZYNIECKI

wystawa: Nokturn zwierzyniecki

Przed czarną dziurą aparatu
czatuje wszechświat przeogromny,
żeby – gdy tylko się otworzy,
odcisnąć ślad swój wiekopomny.

W tym pudełeczku jest noc ciemna
nie większa od ziarenka maku:
w maleńkiej nocy czasu ręka
maluje barwnym światłem Kraków.

W ciemności, której nie ma prawie,
schronił się pejzaż za Rudawą:
Salwator zwykły i Najświętszy,
i Małgorzata z Bronisławą.

Zmurszałe mury, wille, schody,
światła uliczne, okien oczy
wpatrzone w Marie, te pod krzyżem,
dla których świat się właśnie skończył.

Dwunastu wiernych apostołów
w łabędzie śnieżne przemienionych,
dryfuje w cieniu wież klasztoru
i błogosławi chleb rzucony.

Drzewa szykują się do wiosny,
że niby martwe są – udają,
sploty gałęzi ażurowe
spojrzeć na niebo pozwalają.

A ono błękitnieje w oczach
ponad Aleją Waszyngtona
i razem z nimi medytuje:
kto, czego, kiedy – tu dokonał …

16. 04. 2008







ŚWIATOWIDOWISKO
ZWIERZYNIECKIE

Autorom prac oraz ich Przewodnikowi
wystawa: Notatnik Zwierzyniecki (I)

Światowidowym obiektywem
patrzą na wszystkie strony bacznie
i zapisują chwil rozbłyski,
zanim się spór o sens ich zacznie.

A każda chwilka to twarz świata,
która gdy staje się natchnieniem,
bywa i senna i promienna,
i mgłą zasnuta, i milczeniem.

I każda wszystkim jest dla siebie
w skromnym szczerości makijażu,
bez żalu do metamorfozy –
i lęku, że się tusz rozmaże.

W światowidowych aparatach
znaczą bezkresy zachwycenia,
gdyby im przyszło uzasadnić
światowidowy punkt widzenia.

Tu jest Zwierzyńca twarzy zapis,
zachwycający nade wszystko
przemianą skrawków codzienności
w subtelne światowidowisko.

29. 04. 2009







ŚLIMAK, ŚLIMAK POKAŻ DROGI!

wystawa: Notatnik Zwierzyniecki II

W poprzek szarości asfaltowej
wije się barwna lśniąca wstęga,
zapis orbity voyagera,
który po liść przydrożny sięga.

Miriady miriad istnień, akcji,
tropizmów, pragnień, żądz, zamysłów,
znaczą na czasie i przestrzeni
szlaki nieważne dla turystów.

Jednak artysty czujne oko
czyta te niewidzialne znaki
i zbiera chrust na nowe zdania,
i wznieca w duszy nowe szlaki.

A zanim do gwiazd dotrze wstęga
po liść truskawki lub wawrzynu,
artysta co dzień bruku sięga,
jakby nieświadom wagi czynu.

Wie albo nie wie, że na bruku,
na polnej ścieżce, czy na szosie,
losy mieszają się jak barwy
i tworzą sensy w chwil chaosie.

Wie albo nie wie, że na gruncie
twardym jak skała lub klepisko
można zbudować nowy Babel,
że potem może runąć wszystko.

Wie albo nie wie, że to sztuka
donosić dzieło oryginalne,
przytulne, wierne jak muszelka,
na wieki bezpretensjonalne.

15. 05. 2010